[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mi trochę czasu?
Nie! - chciał krzyczeć. Bał się, że zwariuje, jeśli będzie
musiał spędzić jeszcze jedną noc jak mnich, podczas gdy ko-
bieta, której pragnął do szaleństwa, będzie spokojnie spała
kilka centymetrów od niego.
- Oczywiście - powiedział zamiast tego. Skoro chciała
S
R
czasu do namysłu, nie miał wyjścia, musiał czekać. Co gor-
sza, obawiał się, że jej odpowiedz będzie brzmiała  nie".
Kristy wiedziała, że powie  tak". Postanowiła, że poczeka
z decyzją do następnego ranka, ale w głębi duszy miała pew-
ność, że prędzej czy pózniej znajdzie się w ramionach Jacka
i pozwoli mu się kochać, tak jak w Las Vegas.
Jack i Vegas. Od tygodni nie myślała o niczym innym.
Wszystko, co przeżyła w ciągu tamtych cudownych, szalo-
nych dni, wracało do niej we wspomnieniach, które utrwa-
lała, tworząc fantastyczne, zmysłowe kreacje.
Za oknami pracowni wschodziło słońce. Kristy wypi-
ła pierwszy, ożywczy łyk gorącej kawy i przyjrzała się swo-
jej wymarzonej kolekcji. Miała przynajmniej godzinę spo-
koju, zanim się pojawią jej asystentki. Przesunęła palcami
po zwiewnym materiale wodospadowej sukienki i przyłoży-
ła do piersi top z niebieskiej koronki, nad którym pracowa-
ła poprzedniej nocy. Kolekcję uzupełniał luksusowy płaszcz
kąpielowy z ręcznie malowanego jedwabiu, stworzony na pa-
miątkę ich nocnej wizyty w hotelowym basenie. Skrojony na
wzór japońskiego kimona, u góry był w głębokim, granato-
wym kolorze nocnego nieba, ozdobiony gdzieniegdzie pereł-
kami, które lśniły jak gwiazdy. Ku dołowi materiał rozjaśniał
się stopniowo. Na wysokości bioder nabierał seledynowej
barwy przypominającej głęboką, niezmąconą wodę, a poni-
żej łagodnie przechodził w biel kwiatów pomarańczy. Ażuro-
wy haft w kształcie delikatnych płatków zdobił dół kreacji.
S
R
Potrzebowała jeszcze jednej sukni, która stanowiłaby ser-
ce kolekcji, gwózdz programu. Poszukiwała motywu, który
przyciągnąłby wszystkie spojrzenia i sprawił, że widzowie
z wrażenia wstrzymają oddech.
Zamknęła oczy i zobaczyła wirujące koło ruletki.
Już wiedziała. To będzie odsłaniająca ramiona, bardzo
wąska, ołówkowa suknia wieczorowa z karminowego je-
dwabiu. Ozdobnie marszczony materiał w głębokim odcie-
niu czerwieni, przylegający do figury modelki jak druga skó-
ra, poniżej kolan gwałtownie przejdzie w szeroką, sztywną
falbanę z ułożonych naprzemiennie, wąskich klinów czarnej
i białej koronki. Przy każdym kroku modelki falbana będzie
wirować jak koło ruletki.
Z westchnieniem sięgnęła po szkicownik. Uszyje tę suk-
nię. Ale czy będzie miała kiedykolwiek szansę pokazać ją
publicznie? Raczej nie.
- Hej, Kristy. - Sinclair stanęła w progu pracowni. - Wie-
działam, że cię tu znajdę.
- Witaj, Sinclair. Dobrze się wczoraj bawiłaś? - Kiedy po-
przedniego wieczoru Kristy udała się na spoczynek, jej sio-
stra siedziała jeszcze w salonie, w towarzystwie Huntera.
Oboje popijali gorącą czekoladę z likierem i kłócili się za-
wzięcie o to, czy istnieją uniwersalne reguły randkowania.
Kristy miała wrażenie, że temat dyskusji jest całkowicie dru-
gorzędny, a rozmówców cieszy głównie możliwość dogryza-
nia sobie nawzajem.
Sinclair zignorowała jej pytanie.
S
R
- Powiedz mi, jak ci się układa w małżeństwie? - spytała
surowo, przyglądając się uważnie siostrze.
Kristy milczała, spłoszona jak zając w świetle reflekto-
rów.
- Do licha. Miałam nadzieję, że mnie nabiera - mruknę-
ła Sinclair.
- Kto?
- Hunter. Wygadał się wczoraj, że wasze małżeństwo to
jedna wielka lipa. Jack ożenił się z tobą, bo myślał, że po-
lujesz na pieniądze jego dziadka. Co się z tobą dzieje, sio-
strzyczko? Jak mogłaś się dać tak omotać?
Kristy nie miała pojęcia co powiedzieć.
- Zawrócił ci w głowie? - domyśliła się Sinclair.
- Tak. Totalnie - przyznała Kristy.
- Rozumiem, ale dlaczego zaraz ślub?
- Bo... poprosił mnie o rękę.
- A to łajdak - orzekła siostra, tłumiąc chichot.
- Niestety - przyznała Kristy z westchnieniem.
- I co dalej? Długo jeszcze będziesz tkwić u boku twojego
seksownego męża, sącząc szampana i zajadając kawior?
- Już niedługo. A co, masz ochotę na mojego seksowne-
go męża?
- E, na niego to nie... Ale przyjrzałaś się jego kuzynowi?
- Widziałam, jak wczoraj darliście koty przez cały wieczór.
- Nie cały - powiedziała miękko Sinclair, a jej policzki za-
różowiły się wyraznie.
Kristy spojrzała uważnie na siostrę.
S
R
- Nie! Nie zrobiłaś tego!
- To wszystko przez te łyżwy. I przepyszną gorącą czekola-
dę. Rozpierała mnie energia, a on był taki słodki...
- Więc postanowiłaś na niego zapolować?
- Cóż, to było raczej na odwrót. [ Pobierz całość w formacie PDF ]