[ Pobierz całość w formacie PDF ]

konia.
- Na szczęście dziadek już go opatrzył. Ale upłynie
jeszcze sporo czasu, zanim znowu go dosiądę. Gdyby nie
ty, byłoby dziś ze mną krucho. - Nick czule poklepał konia
po szyi.
- Zawdzięczasz mu życie - powiedziała Caroline
wzruszonym głosem i pogłaskała zwierzę po nozdrzach.
Gdyby nie Ace, Nick nie stałby teraz obok niej. Co by
się z nią stało? Co by się stało z małą Amandą? Nie chciała
nawet o tym myśleć.
- Chodz ze mną. - Nick wziął ją za rękę i posadził na
kupce siana. - Chciałem z tobą porozmawiać na osobno
ści. Dziadek od razu zacząłby się wtrącać.
Przypomniała sobie, że kilka dni temu poszła do jego
pokoju w tym samym celu, ale rozmowa zeszła na zupełnie
nieoczekiwane tory.
MAA%7łECSKA UMOWA 53
- Wspominałem ci wcześniej, że Deirdre chce odwie
dzić Amandę. Postanowiłem wyrazić na to zgodę. Zobaczy,
że zapewniamy dziecku należytą opiekę i będzie mogła
przekazać tę wiadomość swoim rodzicom. Deirdre jest cio
tką Amandy i uważam, że jeśli tylko chce, może odwiedzać
swoją siostrzenicę. Nie chcę, żeby Amanda czuła, że izoluję
ją od rodziny.
Caroline nie była zachwycona tą wiadomością. Przypo
mniała sobie, że George mówił, iż Deirdre i Nick spotykali
się kiedyś ze sobą. Czy ona rzeczywiście przyjeżdża na
farmę tylko po to, żeby zobaczyć Amandę? Może żywi
wobec Nicka jeszcze jakieś nadzieje? Ta wizyta niosła ze
sobą wiele zagrożeń.
- Co o tym myślisz, Caroline? - zapytał.
Spojrzała na niego, łagodnie się uśmiechając.
- To jest twój dom i zrobisz to, co uznasz za stosowne.
Ja ze swej strony postaram się, aby Deirdre dobrze się u nas
czuła.
- To nie jest mój, tylko nasz dom - przerwał jej ostro.
- Przez cały dzień nie ma mnie w domu i siłą rzeczy na
ciebie spadnie ciężar zajmowania się gościem.
Caroline mimowolnie się uśmiechnęła. Nick nie wyda
wał się podekscytowany tą wizytą.
- Jak długo ona u nas zostanie? - zapytała.
- Nie wiem. Sądzę, że nie dłużej niż tydzień.
- A jak spędza czas wolny?
- Z tego, co pamiętam, lubi przeglądać czasopisma o
modzie. Pracuje zresztą w ekskluzywnym butiku niedaleko
gmachu opery w Sydney.
Nick pochylił się nad nią, rozwiązał wstążkę splatającą
włosy i zaczął się nimi bawić.
Caroline od razu zapomniała, o czym rozmawiali. Ta
54 MAA%7łECSKA UMOWA
delikatna pieszczota sprawiała jej prawdziwą rozkosz. Czy
w takiej chwili mogła o czymkolwiek myśleć?
- Obawiam się, że nie znajdę z Deirdre wspólnego
języka.
- Też tak myślę. Ona nigdy nie była na farmie i prowa
dzi zupełnie odmienny tryb życia. Lubi wystawne przyję
cia, nocne kluby, modne ubrania. A ty, jak sądzę, nie prze
padasz za tym.
Caroline spojrzała na niego i przecząco potrząsając
głową, lekko oblizała usta. Widziała, że Nick patrzy
na jej wargi i nagle zapragnęła, aby złożył na nich po
całunek.
- Czy chcesz urządzić przyjęcie z okazji jej przyjazdu?
- zapytała.
- Może zorganizujemy jakieś niewielkie spotkanie.
Dam ci listę sąsiadów i znajomych, których należałoby
zaprosić.
- A propos znajomi. Spotkałam w mieście twojego
przyjaciela, Nate'a Wilsona.
Nick zawiesił w powietrzu rękę, a jego twarz przybrała
złowrogi wyraz.
- Spotkałaś Nate'a Wilsona? - powtórzył.
Caroline skinęła głową.
- Tak. Powiedział, że jest twoim przyjacielem.
- Gdzie to dokładnie było?
- Wsiadałam do samochodu, kiedy podszedł do mnie
"i przedstawił się. Był bardzo uprzejmy. Czy zrobiłam coś
złego? - zapytała, zaniepokojona dziwnym zachowaniem
Nicka.
- Trzymaj się od niego z daleka, Caroline.
- Jak to? Czy to znaczy, że on nie jest twoim przy
jacielem?
MAA%7łECSKA UMOWA 55
- Kiedyś był. Nie chcę, żebyś się do niego w ogóle
zbliżała."
. - Ale dlaczego, Nick?
- On jest...
Nagle dał się słyszeć okropny krzyk, a potem głośny
płacz dziecka.
ROZDZIAA PITY
Caroline poderwała się na równe nogi i razem z Ni
ckiem zaczęli biec w kierunku domu. Kiedy znalezli się
przed wejściem, zobaczyli George'a, który starał się uspo
koić roztrzęsioną i zapłakaną dziewczynkę.
- Co się stało? - zapytała Caroline, wyciągając ręce po
Amandę.
Lekko szlochając, dziecko od razu mocno się do niej
przytuliło.
- Zdaje się, że użądliła ją pszczoła - powiedział dzia
dek, wskazując na białą plamkę na nóżce Amandy.
- Chodz, słoneczko. Obmyjemy rankę i zobaczymy, jak
to wygląda.
Caroline zaniosła ją do kuchni, przemyła zranione miej
sce, a Nick wprawnym ruchem wyciągnął żądło. Amanda
ciągle jednak płakała, a miejsce wokół użądlenia jeszcze
bardziej zbielało.
- Czy na pewno nic się jej nie stanie? - spytała męża
Caroline, kołysząc na rękach dziewczynkę.
- Myślę, że wszystko będzie w porządku. Na wszelki
wypadek jednak poszukam jakiegoś leku przeciw alergii
na jad. Postaraj się ją tymczasem uspokoić.
Po kilku minutach Nick przyniósł niewielką pastylkę.
Rozkruszył ją na łyżce, dodał trochę wody i podał Aman
dzie. Dziewczynka niechętnie połknęła lekarstwo. Caroline
zauważyła, że powieki dziecka są opuchnięte. Nie wiedzia-
MAA%7łECSKA UMOWA
57
ła tylko, czy to na skutek płaczu, czy uczulenia. W pewnym
momencie jej oddech zaczął być coraz bardziej świszczący.
- Nick, z nią jest coraz gorzej. Myślę, że powinniśmy
wezwać lekarza.
- Najbliższy lekarz mieszka prawie godzinę jazdy stąd,
w Boolong Creek. Poczekajmy jeszcze trochę. Lek, który
jej dałem, powinien zaraz zacząć działać. Na razie możemy
jej zrobić zimny okład.
Caroline była zaniepokojona, że dziewczynka tak gwał
townie reaguje na zwykłe ukąszenie pszczoły. Na szczęście
Nick zachowywał spokój i to jej dodawało otuchy. Wzięła
od niego wilgotną gazę i zaczęła przemywać malutkiej
twarz.
- Przydałoby się krzesło bujane - powiedziała, koły
sząc Amandę na ręku.
- Jeszcze jeden wynalazek z Teksasu? - zapytał Nick,
obejmując żonę wpół. - Nie martw się... Wszystko będzie
dobrze. Musimy po prostu zaczekać, aż lekarstwo zacznie
działać.
- A co będzie, jeśli nie zacznie?
- Wtedy wezwiemy lekarza.
- Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że tutaj tak
trudno o pomoc lekarską.
W ciągu jednego dnia zdarzyły się dwa wypadki, które
wymagały konsultacji lekarskiej. W Teksasie do najbliż
szego lekarza jechało się pięć minut, a tutaj dziesięć razy
dłużej. [ Pobierz całość w formacie PDF ]