[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kaprys?
- Myślałem, że już postanowiłem  odparł w końcu. - Ale to
było wtedy, zanim przejrzałem ten jej notes.
I zanim przed chwilą usłyszałem, o czym z panią rozmawia. Nigdy
przedtem Amy nie kłamała. Ani nie była nieposłuszna.
- A więc to może jest dowód, jak bardzo jej na tych lekcjach
zależy.
- Możliwe.
- Skoro pan słyszał, co Amy mówiła, to wie pan, że nie jest jej
łatwo. Zawsze jest trudno występować przeciw rodzicom, których
się kocha.
- Wie to pani z doświadczenia?
- Tak - uśmiechnęła się Kylie. - Niestety, rodzice podzielają
pańską opinię o mojej pracy. Uważają, że marnuję sobie życie.
- A pani jakiego jest zdania?
- Robię to, co lubię, to co chcę robić i zawsze chciałam. Niewielu
ludzi może to o sobie powiedzieć.
- Tak - przyznał. - Ma pani rację.
W jego głosie było tyle bólu, że Kylie ledwo się powstrzymała, by
nie pogładzić go po głowie.
- A pan do nich nie należy, prawda? - spytała i zauważyła, jak
zbielały mu mocno zaciśnięte palce. - Co to takiego, co chciał pan
robić? Z czego musiał pan zrezygnować?
- Teraz to już nieważne.
- Jeśli się coś kocha, to zawsze jest ważne.
- A więc zarabia pani na życie, ucząc jazdy konnej?
- Częściowo - odparła Kylie, zaskoczona tą nagłą zmianą tematu.
- Czym jeszcze?
- Trenuję konie.
- I to pani wystarcza?
26
RS
- Mam dwudziestu kilku uczniów. Każdy z nich bierze od jednej
do pięciu lekcji w tygodniu. Czasami sama kupuję konia i trenuję go,
by potem sprzedać, jak Kenny'ego. Mam też aktualnie pięć koni,
które trenuję dla ich właścicieli. Ponieważ Charlie, właściciel rancza,
zagwarantował mi w umowie bezpłatne mieszkanie, więc w sumie
jakoś wiążę koniec z końcem.
- Ludzie płacą pani, żeby jezdziła pani na ich koniach?
Kylie skinęła głową.
- Muszę je ujarzmić i dostosować ich umiejętności do potrzeb
właścicieli. Czasem też przygotowuję je do pokazów, bo nie wszyscy
mają na to dwie czy trzy godziny dziennie, których to wymaga.
- Na jednego konia?
- Tak. Na szczęście mam pomoc, bo na każdą godzinę w siodle
przypadają dwie przeznaczone na czyszczenie, szczotkowanie i...
- Uprzątanie gnoju? - dokończył z przekąsem.
- To akurat trzeba robić wszędzie i na każdym stanowisku -
odparła z powagą Kylie.
Po tych słowach na ułamek sekundy zapanowała cisza, a potem
stało się coś zupełnie niewyobrażalnego. Kąciki ust Tylera zadrżały,
potem uniosły się do góry; towarzyszyło temu lekkie parsknięcie.
Nawet można by to nazwać śmiechem.
- Szkoda, że nie ma tu Amy - zdobyła się na komentarz Kylie.
- Dlaczego? - spytał ostro Tyler.
Kylie wahała się tylko chwilę. Uznała, że mimo wszystko powinna
powiedzieć mu prawdę.
- Kiedyś zwierzyła mi się, że marzy, by kiedyś usłyszeć, jak się
pan śmieje.
- Amy... to powiedziała?
- Nie skarżyła się - wyjaśniła pospiesznie Kylie. -Ona się po
prostu o pana martwi.
- Martwi się? O mnie?
- Myśli pan, że dzieci się nie martwią o swoich rodziców?
Szczególnie kiedy...
- Kiedy mają tylko jednego rodzica? - dokończył za nią posępnie.
27
RS
- Wiem, że nie jest łatwo być równocześnie ojcem i matką.
Zwłaszcza jeśli nadal... tak bardzo tęskni pan za żoną.
- Skąd to pani przyszło do głowy? - wycedził.
- Ja... Amy tak powiedziała. Mówiła, że pan wciąż kocha jej
matkę. Tak bardzo, że nie chce się pan spotykać z żadną kobietą.
- Rozumiem.
Jego głos był teraz lodowaty.
- Bardzo ją to niepokoi, choć uważa taką postawę za niezwykle
romantyczną - dodała Kylie.
- Romantyczną. To właśnie jest najgorsze - mruknął i
gwałtownie podniósł się z paki.
- Co?
- Podoba mi się pani podejście do życia. Wolna jak ptak i bez
zobowiązań. Kocha i porzuca.
- Wcale nie mówiłam.
- Bo inaczej skończyłaby pani tak jak ja. Mąż i ojciec w wieku lat
siedemnastu, samotny rodzic z dzieckiem w wieku dziewiętnastu. To
rzeczywiście było romantyczne.
Kylie przygryzła wargę. Nie wiedziała, co powiedzieć. Dopiero w [ Pobierz całość w formacie PDF ]