[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się mojego języka i Mowy Mężczyzn; wszystko tu zapisał. Rozumiał nieco z tego, jak żyjemy i śnimy.
Inni nie. Dam wam to dzieło, jeśli zabierzecie je do miejsca, do którego chciał.
Ten wysoki, białoskóry, Lepennon, wyglądał na @uszczęśliwionego i podziękował Selverowi
mówiąc mu, że te papiery rzeczywiście zostaną zabrane tam, gdzie chciał Ljubow, i że będą wysoko
cenione. To sprawiło Selverowi przyjemność. Lecz głośne wymawianie imienia przyjaciela
sprawiało mu ból, bo twarz Ljubowa nadal była rozgoryczona i smutną, kiedy zwrócił się do niej w
duchu. Wycofał się nieco od jumenów i @obserwował ich. Dongh, Gosse i inni z Eshsenu byli tam
razem z tą piątką ze statku. Nowi wyglądali czysto, wypolerowani jak nowe żelazo. Starzy pozwolili
włosom wyrosnąć na swoich twarzach, tak że wyglądali trochę jak ogromni Athsheanie o czarnym
futrze. Nosili jeszcze ubrania, ale były one stare i nie utrzymane w czystości. Nie byli chudzi, z
wyjątkiem Starego Człowieka, który od Nocy Eshsenu ciągle niedomagał; lecz wszyscy wyglądali
trochę jak ludzie, którzy się zgubili lub oszaleli.
Spotkanie nastąpiło na skraju lasu, w tej strefie, w której na mocy cichej umowy przez te ubiegłe
lata ani ludzie lasu, ani jumeni nie wybudowali domów ani nie obozowali. Selver i jego towarzysze
usadowili się w cieniu wielkiego jesionu, który stał z dala od skraju lasu. Jego jagody były jeszcze
tylko małymi zielonymi kępkami na gałązkach, jego liście były długie i miękkie, zmienne, letnio-
zielone. Zwiatło pod wielkim drzewem było miękkie, skomplikowane cieniami.
Jumeni naradzali się, przychodzili i odchodzili, aż w końcu jeden z nich podszedł do jesionu. To
był ten twardy ze statku, komandor. Przysiadł na piętach obok Selvera, nie pytając o pozwolenie, ale
bez widocznego zamiaru obrazy. Powiedział:
- Czy możemy trochę porozmawiać?
- Oczywiście.
- Wiesz, że zabierzemy z sobą wszystkich Ziemian. Przyprowadziliśmy drugi statek, aby ich
zabrać. Wasz świat nie będzie już wykorzystywany jako kolonia.
- Tę wiadomość usłyszałem w Broteru, kiedy przybyliście trzy dni temu.
- Chciałem się upewnić, że rozumiecie, iż jest to trwały układ. Nie wracamy. Wasz świat został
objęty Zakazem Ligi. W waszych warunkach oznacza to, że mogę obiecać, iż tak długo, jak będzie
trwała Liga, nikt tu nie przybędzie wycinać drzew lub zabierać waszych ziem.
- Nikt z was nigdy nie wróci - rzekł Selver; było to stwierdzenie lub pytanie.
- Nie, przez pięć pokoleń. Nikt. Potem może paru ludzi, dziesięciu lub dwudziestu, nie więcej
niż dwudziestu, mogłoby przybyć, aby rozmawiać z twoim ludem i badać wasz świat, jak robiło to
paru ludzi tutaj.
- Naukowcy, spece - powiedział Selver. Zamyślił się. - Wy podejmujecie decyzje od razu,
wasz lud - rzekł, znowu pomiędzy stwierdzeniem a pytaniem.
- Co masz na myśli? - Komandor wyglądał na ostrożnego.
- No, mówisz, że żaden z was nie będzie wycinał drzew na Athshe; i wszyscy przestają. A
jednak żyjecie w wielu miejscach. Otóż gdyby przywódczyni Karachu wydała polecenie, ludzie z
sąsiedniej wioski nie wykonaliby go, a z pewnością nie wykonaliby go natychmiast wszyscy ludzie
na świecie.
- Nie, ponieważ wy nie macie jednego rządu nad wszystkimi. Lecz my mamy - teraz - i
zapewniam cię, że jego polecenia są wykonywane. Przez wszystkich z nas od razu. Ale tak naprawdę,
z opowiadań, które słyszeliśmy od kolonistów, wydaje się, że kiedy ty wydałeś polecenie, Selverze,
wykonali je od razu wszyscy na każdej wyspie. Jak ci się to udało?
- Wtedy byłem bogiem - odparł Selver z obojętną twarzą.
Kiedy komandor odszedł, nadszedł powoli ów wysoki @biały i spytał, czy może usiąść w
cieniu drzewa. Ten był taktowny i niezwykle sprytny. Selver czuł się przy nim nieswojo. Tak jak
Ljubow, ten był łagodny; rozumiał, a jednak sam był absolutnie niezrozumiały. Najuprzejmiejsi
spośród nich byli bowiem tak nieosiągalni jak @najokrutniejsi. Dlatego obecność Ljubowa w jego
umyśle pozostała dla niego bolesna, podczas gdy sny, w których widział i dotykał swojej nieżyjącej
żony Thele, były cenne i pełne spokoju.
- Kiedy byłem tu przedtem - zaczai Lepennon - spotkałem tego człowieka, Rają Ljubowa.
Miałem bardzo mało sposobności porozmawiania z nim, ale pamiętam, co mówił; miałem czas
przeczytać część jego studiów nad twoim ludem. Jego dzieło, jak mówisz. Głównie z powodu tego
dzieła Athshe przestała być ziemską kolonią. Myślę, że ta wolność stała się celem życia Ljubowa.
Ty, jako jego przyjaciel, zrozumiesz, że śmierć nie powstrzymała go przed osiągnięciem celu, przed
ukończeniem podróży.
Selver siedział nieruchomo. Niepokój w jego umyśle przerodził się w strach. Tamten mówił jak
Wielki Zniący. Nie odpowiedział.
- Czy powiesz mi jedną rzecz, Selverze? Jeśli to pytanie cię nie urazi. Po nim nie będzie już
żadnych pytań... Były zabójstwa: w Obozie Smitha, potem tutaj, w Eshsenie, w końcu w obozie na [ Pobierz całość w formacie PDF ]