[ Pobierz całość w formacie PDF ]

otwarcia gelaterii. Na twarzach młodziutkich małżonków malowały się
duma i nadzieja.
- Musieli bardzo się kochać, prawda? Nicholas skinął głową.
- Marco kochał ją tak bardzo, że odbił ją narzeczonemu i porwał z
domu rodziców. Uciekli razem.
- I uniósł na koniu, w ciemną noc, otulając swoją opończą - dodała
Gail. - Jakie to romantyczne.
- Nie było konia, nocy, opończy, za to wiele przecierpieli, musieli
się zmagać z różnymi przeciwnościami losu i zawsze wspólnie stawiali
im czoło. Taka wielka miłość, na całe życie, nieczęsto się zdarza.
Gail wiedziała, że Nicholas mówi o sobie. Tak bardzo pragnęła, żeby
tak właśnie mógł ją pokochać, na zawsze. Żeby mógł się przekonać, jak
bardzo ona go kocha. Ba, gdyby domyślał się siły jej uczuć, nie sie-
działby z nią teraz przy stoliku, nie żartował: uciekłby na kraj świata.
Sam.
Głupie rojenia. Powinna z nimi skończyć.
- Opowiedz mi coś jeszcze o twojej rodzime - poprosiła tej samej
nocy, kiedy skończyli się kochać. Położyła się wygodnie na brzuchu,
brodę oparła na dłoniach i czekała na opowieść Nicholasa niczym na
bajkę na dobranoc. Nicholas jęknął.
- Znowu? - Nie wiadomo kiedy i jak opowieści rodzinne stały się
nieodłączną częścią ich wspólnych nocy. Kochała się z nim, a potem
żądała opowieści o rodzie Barone.
Gail wydęła usta jak dziecko.
- Tak wspaniale opowiadasz. Uwielbiam słuchać o twojej rodzinie.
- Dlaczego? Odwróciła głowę.
- Bo ja, poza Adamem, nie mam rodziny. Powiedziała to z takim
smutkiem, że Nicholasowi ścisnęło się serce.
- To ty mi coś opowiedz. Nigdy nie opowiadałaś o swoim
dzieciństwie.
- Niewiele jest do opowiadania. Po śmierci ojca mój braciszek
Anula & polgara
mądrala dostał stypendium w szkole z internatem tu, w Bostonie, potem
zaczął studia w Boston College.
- A ty?
- Chodziłam do szkoły, grałam w piłkę, dorabiałam sobie opieką nad
dziećmi. Potem mama się rozchorowała. - Zerknęła z ukosa na
Nicholasa. - Uprzedzałam cię, że nie mam wiele do opowiadania.
Trudno powiedzieć, żeby mój życiorys był fascynujący. - Westchnęła. -
Na naszej ulicy przez kilka lat mieszkała grecka rodzina. Mieli sześcioro
czy siedmioro dzieci. Spędzałam u nich całe dnie, prawie mnie
adoptowali. U nich zawsze było gwarno, a w naszym domu tak strasznie
cicho.
- Lubisz gwar. - Nicholas zaczął się bawić włosami Gail.
Skinęła głową.
- Spodobałyby ci się rodzinne obiady u nas. Na dobrą sprawę każdy
posiłek tak wyglądał - poprawił się. - Już przy śniadaniu wszyscy
zaczynali się przekrzykiwać. Pamiętam, jak rozkoszowałem się
spokojem, kiedy wreszcie zamieszkałem sam.
- Pokręcony świat - mruknęła Gail. - Człowiek zawsze tęskni za tym,
czego nie ma.
Znowu ten sam ściskający serce smutek w jej głosie. Seks z Gail był
czymś niezwykłym, to prawda, ale Nicholas doskonale zdawał sobie
sprawę, że nie tylko dlatego pragnie jej bliskości. Pewnie raczej
umarłby, niżby się do tego przyznał, ale przy niej czuł się bezpieczny.
Wiedział, że go nie zawiedzie, nie odwróci się od niego i nie okłamie.
Prędzej skrzywdziłaby samą siebie, niźli wyrządziła mu jakąkolwiek
szkodę.
Nigdy wcześniej nie doświadczył tak całkowitej, bezwarunkowej
akceptacji ze strony drugiej osoby. Nie oczekiwał już, że spotka jeszcze
w życiu miłość, ale Gail budziła w nim serdeczność i opiekuńczość.
Wiele był gotów uczynić, żeby z jej twarzy zniknął ten wyraz bezradno-
ści. Cieszył się, kiedy udawało mu się doprowadzić ją do śmiechu.
- Dość o tobie - powiedział pokpiwającym tonem. Wiedział, że Gail
nie lubi mówić o sobie. Przygarnął ją do siebie.
- Skoro tak strasznie chcesz słuchać moich opowieści, zaspokoję
twoje chęci.
Anula & polgara
Gail uśmiechnęła się.
- Miło wiedzieć. Opowiedz mi coś więcej o Marcu i Angelice.
- Marco pracował w restauracji, mieszkał kątem u swojego
restauratora. Pewnego dnia zakochał się w Angelice. Angelica była już
zaręczona z innym mężczyzną, niejakim Vincentem, z kolei
restauratorzy Marca Uczyli, że ożeni się z ich córką, Lucią. Kiedy Marco
i Angelica uciekli, restauratorzy wpadli w gniew, a Lucię ogarnęła taka
furia, że rzuciła klątwę na moich dziadków.
Gail dech zaparło.
- Nie!
- Tak. Kiedy wspominamy o tym, a wspominamy bardzo rzadko,
mówimy o „walentynkowej klątwie".
- Dlaczego „walentynkowej"?
- Dlatego, że w walentynki zdarzają się w naszej rodzinie tragedie.
Angelica poroniła swoje pierwsze dziecko w walentynkowe święto.
Kilka lat później, w ten sam dzień, jeden z ich maleńkich synków, brat [ Pobierz całość w formacie PDF ]