[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pokładzie dziobowym, przytuleni, dla ciepła, jeden do drugiego, jak wieprze w chlewie; Brown
przykucnął przy nich na pokrywie łukowej, z twarzą w dłoniach. Bush trwał wciąż przy rumplu, nie
zdradzając śladów znużenia po bezsennej nocy; rumpel oparł o biodro, wsparłszy drewnianą nogę o
pierścień do mocowania linobloków. Skrępowany sznurami pilot zwisał z relingu; oblicze jego,
wczoraj pełne i różowe, ściągnęło się i poszarzało z bólu i zmęczenia.
Z dreszczem odrazy Hornblower przeciął mu więzy.
 Jak pan widzi, dotrzymuję słowa  powiedział, ale pilot osunął się na pokład, z twarzą
wykrzywioną cierpieniem, a w chwilę potem zaczął jęczeć z bólu powodowanego przez
powracający obieg krwi.
Grotżagiel załopotał i jego wielki bom przesunął się z łoskotem na środek.
 Nie mogę utrzymać kursu, sir  oznajmił Bush.
 Bardzo dobrze  odrzekł Hornblower.
Powinien był się tego spodziewać. Aagodny powiew, który przepchnął ich przez ujście rzeki,
był taki, co to cichnie o świcie, zostawiając okręty unieruchomione. Gdyby utrzymał się pół godziny
dłużej, gdyby odpłynęli jeszcze parę mil dalej, byliby w o wiele bezpieczniejszej sytuacji. Na lewo
mieli Noirmoutier, a za rufą stały ląd; poprzez rzednącą mgłę rozróżniał smukłe zarysy lądowej
stacji semaforowej  szesnaście lat temu był zastępcą dowódcy oddziału desantowego, wysłanego
przez Pellewa na brzeg, aby ją zniszczyć. Z powodu nieustannych wypadów angielskich wszystkie
wyspy były teraz obsadzone mocnymi garnizonami i wyposażone w ciężkie działa. Zmierzył okiem
odległość dzielącą ich od Noirmoutier  uznał, że są poza zasięgiem dużych armat, lecz pływ mógł
ich łatwo przynieść bliżej. Przypomniawszy sobie to, co wiedział o kierunku pływów, zaczął się
nawet obawiać, że może ich znieść do zatoki Bourgneuf.
 Brown  krzyknął.  Obudzcie ludzi! Zasadzić ich do wioseł.
Po obu stronach każdego z dział znajdowały się dulki na wiosła, po sześć w obu burtach
statku; Brown zapędził ogłupiałą załogę na stanowiska i pokazał im, jak odchylać wielkie wiosła, z
trzonami połączonymi długą liną.
 Raz, dwa, trzy, pociągnąć!  komenderował.
Ludzie naparli ciężarem swoich ciał na wiosła; w spokojnej wodzie pióra zabulgotały bez
większego skutku.
 Raz, dwa, trzy, ciąg! Raz, dwa, trzy, ciąg!
Brown był w nieustannym ruchu, gestykulując, biegając od jednego do drugiego wybijał takt
całym swoim ciałem. Stopniowo kuter nabierał szybkości, a gdy już raz ruszył, pióra wioseł zaczęły
napierać na wodę z większym skutkiem.
 Raz, dwa, trzy, ciąg!
Nie miało znaczenia, że Brown dyrygował po angielsku, gdyż trudno było nie zrozumieć jego
słów i gwałtownych ruchów jego potężnego ciała.
 Mocno wiosłować!
Ciągnąc wiosła galernicy wpierali się stopami w pokład; zapał Browna był tak zarazliwy, że
odchylając się do tyłu jeden czy dwóch odpowiedziało nawet wesołym okrzykiem. Teraz czuło się
wyraznie ruch kutra; Bush obrócił rumpel, poczuł, jak woda napiera na ster, i ustawił statek na kurs.
Z klekotem bloków okręcik wznosił się i opadał na drobnej martwej fali.
Hornblower przeniósł wzrok z trudzących się ludzi na spokojne wody morza. Jeśli szczęście
będzie mu sprzyjać, może natknąć się już blisko wybrzeża na któryś z okrętów eskadry blokującej 
często wpływały między wyspy, jak na urągowisko Bonapartemu. Ale dziś, jak okiem sięgnąć, nie
było widać żagli. Oglądał uważnie posępne zarysy wyspy, szukając oznak życia. Właśnie gdy patrzył
w tamtą stronę, przypominające szubienicę ramiona lądowej stacji semaforowej podniosły się na
baczność. Trwały w tej pozycji, i Hornblower domyślił się, iż oznajmiają gotowość operatora do
przyjęcia depeszy ze stacji położonej głębiej na lądzie i dla niego niewidocznej  mógł się
domyślić treści tej depeszy. Potem ramiona zaczęły sygnalizować urywanymi ruchami na tle
błękitnego nieba, przekazując krótką odpowiedz na ląd. Znowu chwila bezruchu, a potem
Hornblower zobaczył, że ramiona sygnałowe zwracają się ku niemu  przedtem widział je prawie z
profilu. Odwrócił się odruchowo ku Noirmoutier i spostrzegł, jak maleńki punkcik flagi na maszcie
opadł na potwierdzenie. Noirmoutier było przygotowane do przyjęcia rozkazów z lądu. Ramiona
semafora wciąż obracały się w kółko; flaga podnosiła się i opadała potwierdzając każde zdanie.
U stóp masztu pojawił się długi słup białego dymu, zwinął się błyskawicznie w kulę i jedna za
drugą cztery fontanny wody wyskoczyły nad gładką powierzchnię morza, w miarę jak pocisk
przeskakiwał po niej, a potem odezwał się głuchy pogłos. Od najbliższej fontanny dzieliło ich pół
mili, byli więc dostatecznie daleko poza zasięgiem.
 Każcie ludziom mocniej wiosłować!  ryknął Hornblower do Browna.
Zastanawiał się, co nastąpi dalej. Na wiosłach kuter robił niecałą milę na godzinę, i przez cały
dzień będzie nad nim wisiało niebezpieczeństwo, chyba że nadejdzie bryza, ale chociaż wytężał
wzrok, ani na spokojnej powierzchni morza, ani na żywym błękicie porannego nieba nie mógł
dostrzec niczego, co by na to wskazywało. Każdej chwili mogą ruszyć ku nim łodzie wypełnione
ludzmi  łodzie, których wiosła będą je niosły szybciej niż ich wiosła kuter. W każdej będzie z
pięćdziesięciu chłopa, a może i armata na dziobie. We trzech, z problematyczną pomocą
galerników, nie mogą mieć nadziei, że zdołają się im przeciwstawić.
 Ależ zdołam, na Boga  powiedział do siebie Hornblower.
Podrywając się do czynu zobaczył łodzie odbijające od brzegu wyspy, maleńkie punkciki na
powierzchni morza. Załoga garnizonu musiała ruszyć pędem do nich natychmiast po otrzymaniu
rozkazu z lądu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]