[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Kanapki!
Carly obudziła się i przez kilka sekund nie pamiętała, gdzie jest. Przed mo-
mentem była szczęśliwa, bo Lorenzo obejmował ją, zmierzał pocałować...
Zasnęła w ciasnym, dusznym biurze. Wróciła bardzo zmęczona, a na widok
Lorenza zawiodły ją nerwy. Wyszła, aby kupić coś do jedzenia, ale po drodze do
supermarketu zobaczyła ogłoszenie o wyprzedaży butów...
Spojrzała na zegarek i z jękiem rozpaczy zaczęła porządkować papiery na
biurku. Niestety zrobiła jeszcze większy bałagan, kilka dokumentów spadło na
podłogę. Gdy je podnosiła, uderzyła się w głowę. Gładząc obolałe miejsce, pomy-
ślała o widzianych we śnie kanapkach. Wystarczy kupić odpowiednie składniki i
umiejętnie skomponować. Potrzebne będą krakersy, krewetki, papryka, pomidory,
sardele, wędzony łosoś, twaróg, cykoria.
Na samą myśl o pysznych kanapkach leciała ślinka.
- Dokąd pani pędzi?
Carly odwróciła się i pierwsze, co wpadło jej w oko, to skarpetki. Szkarłatne z
pomarańczowymi chorągiewkami! Postanowiła, że w wolnej chwili przestudiuje
sygnalizację stosowaną w marynarce wojennej.
- Jak postępuje sprawa kanapek?
- Będą gotowe na czas.
- Zwietnie.
Zdziwiła się, że Lorenzo jakoś inaczej na nią patrzy. Zwykle miał posępny
wzrok, a teraz rozświetlony. Widocznie myśli o randce...
Ogarnięta zazdrością zastanawiała się, która z ładnych koleżanek go zainte-
resowała. Niestety nie ona. Nie miała wybitnej urody, a on był wybitnie przystojny
i budził pożądanie.
S
R
Trzeba przestać o nim marzyć, bo żyją jakby na różnych planetach. On chce
rządzić kobietami...
Zerknęła z ukosa. Lorenzo miał bardzo zadowoloną minę. Nic dziwnego, bo
udało mu się zrobić służącą z emancypantki, a to duże osiągnięcie.
Nie rozumiała, dlaczego będąc nowoczesną kobietą, reaguje staromodnie.
Dlaczego serce radośnie bije? Czyżby cieszyła się, że będzie usługiwać mężczyz-
nie?
Lorenzo chwilami był okropny, ale chyba żadna kobieta nie mogła mu się
oprzeć.
Przy wejściu do supermarketu stanęła zaskoczona. Straciła nadzieję na wy-
tworne kanapki, gdy przez szklane drzwi zobaczyła tłum ludzi robiących zakupy.
Odwróciła się na pięcie i poszła do pizzerni.
O siódmej wróciła do domu z pizzą, którą pokroiła na mniejsze porcje. Nie-
bawem usłyszała męskie głosy.
Lorenzo przyszedł ze znajomym!
Rozpromieniła się, kamień spadł jej z serca. Ze względu na rodziców i sty-
pendium posłusznie wykonywała polecenia, ale nie byłaby w stanie usługiwać ko-
biecie uwodzącej Lorenza.
Oblizała palce, wytarła ręce o spodnie, wzięła półmisek i weszła do bawialni.
- Witam panów...
Urwała, ponieważ dwa kawałki pizzy zsunęły się na podłogę. Mężczyzni
wymienili wiele mówiące spojrzenia.
- Proszę zostawić półmisek tam. - Lorenzo wskazał najdalszy stolik. - Mam
nadzieję, że wino jest dobrze schłodzone.
Kupił drogie wino, a ona zapomniała wstawić je do lodówki!
- Już podaję. - Zachichotała nerwowo, podniosła kawałki pizzy z podłogi i
prędko wyszła.
S
R
- Wybacz mojej aplikantce. - Lorenzo roześmiał się. - Zalicza karkołomny
kurs.
- Oczywiście opracowany przez ciebie - domyślił się Ronan, kolega ze stu-
diów. - Jestem głodny jak wilk, a pizza ładnie pachnie.
- Ja też zgłodniałem.
Nie byli smakoszami, byle czym zaspokajali głód, lecz Carly o tym nie wie-
działa.
- Co o niej sądzisz?
- Piękna kobieta. Masz szczęście.
- Tak uważasz?
- Jak długo chcesz grać rolę surowego belfra?
- Tak długo, jak będzie trzeba.
Ronan podniósł pusty kieliszek, a Lorenzo zawołał:
- Czekamy na wino.
- Daj jej spokój - rzekł Ronan.
Lorenzo uśmiechnął się na myśl o tym, co usłyszy po odejściu gościa.
Carly stała oparta o szafkę i wspominała dobre czasy, gdy była zorganizowa-
na i rozsądna. Naprawdę była taka przed pojawieniem się Lorenza. A obecnie o
wszystkim zapominała. O schłodzeniu wina też!
Jak temu zaradzić?
Napełniła kieliszki do połowy, wrzuciła po kilka kostek lodu, a gdy się roz-
puściły, zaniosła kieliszki do pokoju.
- Jak panu smakowała pizza? - zapytała gościa.
Lorenzo nie dopuścił przyjaciela do głosu.
- Wyrzuciliśmy przez okno - warknął.
- Cooo?
Carly patrzyła na puste talerze, ale kątem oka widziała, że panowie podejrza-
nie się uśmiechają. Lorenzo podniósł kieliszek pod światło.
S
R
- Wino z lodem! - wykrztusił zgorszony.
Ronan, który chciał rozładować przykre napięcie, uprzejmie rzekł:
- Zapraszamy panią do nas.
Lorenzo spojrzał na przyjaciela zezem, bo ogarnęła go zazdrość. Ronan jest [ Pobierz całość w formacie PDF ]