[ Pobierz całość w formacie PDF ]

skrzywdzić. Oni by to zrozumieli.
 Temat zamknięty  uciął.  Wiesz już, dlaczego
nie planuję dzieci.
Pozwoliła łzom płynąć swobodnie.
 Za pózno  bąknęła.
 O czym ty mówisz?
Zebrała się na odwagę.
159/185
 Nie byłam z nikim innym. Nie mogłabym,
ponieważ nigdy nie przestałam cię kochać.
Liczyłeś się tylko ty.
Gęste brwi Gabriela przypominały burzowe
chmury.
 Niemożliwe  zbył ją.
 Zrozum wreszcie, że Robby jest twoim synem.
Wyznanie zawisło między nimi jak zapowiedz
katastrofy. Na ułamek sekundy Gabriel stracił
równowagę. Zatkał uszy dłońmi, ale słowa wciąż
rozlegały się w głowie.
 Mylisz się  powiedział wreszcie.
 Nie  wyszeptała.  Nie zastanawiałeś się nigdy,
jak to możliwe, że jesteście tacy podobni? Pam-
iętasz naszą noc? Urodził się dokładnie dziewięć
miesięcy pózniej.
Nie przyjmował tych zapewnień do wiadomości.
 Zabezpieczyłem się.
 Prezerwatywy czasem zawodzą.
 Tak twierdzą osoby, które nie mają pojęcia, jak
ich używać  mruknął.  Ja do nich nie należę.
 Aż trzy procent&
 Wystarczy.  Dał ręką znak, żeby zamilkła.
Poluznił muszkę, czując, że traci oddech.
160/185
Dopiero teraz zwrócił uwagę na Laurę. Suknia
i welon podkreślały jej urodę. Chyba nigdy nie wy-
glądała tak niewinnie. I zarazem zdradziecko.
 Wiem, że to dla ciebie szok  tłumaczyła łagod-
nie  ale Robby nie jest pomyłką.
 A czym?
 Cudem.  Gdy to mówiła, jej oczy błyszczały.
Gabriel przywołał obraz pyzatej, rozradowanej
buzi chłopczyka. Wystarczyło spojrzeć w czarne
ciekawskie ślepka, żeby dostrzec pokrewieństwo.
Ależ z niego głupiec. Niczego nie zauważył, bo nie
chciał.
 Zniszczyłem własną rodzinę  stwierdził za-
patrzony we wzgórza za oknem.  Nie zasługuję na
kolejną.
Laura podeszła powoli.
 Twoi bliscy leżą na cmentarzu, ale to ty pogrze-
bałeś się żywcem. Nieustannie wymierzasz sobie
karę.
 Raczej sprawiedliwość.  Pierś rozrywał mu pot-
worny ból.
 Guilherme nie żyje. Już dawno ci wybaczył.
Teraz my cię potrzebujemy. Twojej miłości.
 Jak śmiesz wypowiadać to słowo! Okłamałaś
mnie i wmanewrowałaś w żeniaczkę.  Nie potrafił
161/185
opanować gniewu. Gwałtownym gestem wysz-
arpnął różę z butonierki.
Twarz Laury zrobiła się kredowobiała, a oczy
zmatowiały.
 Właśnie dlatego bałam się nawet wspomnieć
o ciąży. Nie chciałam cię osaczać. Jednak przed
ślubem musiałam wyznać prawdę.
 Co za wspaniałomyślność  odparł, maszerując
po dywanie tam i z powrotem. Ciało skuł potężny
chłód, gorszy niż przymrozek w New Hampshire.
Pomyślał o zimnym ostrzu, które przed chwilą
wbiła mu w plecy.  Dziękuję ci za uczciwość.
Wzdrygnęła się. Zaczerwienione oczy na powrót
wypełniły się łzami.
 Zrozumiem, jeśli się wycofasz.
Spojrzał pogardliwie.
 Przeciwnie, mam teraz dodatkowy powód, aby
się z tobą ożenić.
W twarzy Laury dostrzegł nadzieję.
 Czyli jednak zależy ci na dziecku.
 Po prostu mam wobec niego zobowiązania.
Wszystko ustalone. Zajmę się twoim synem.
 Naszym synem  krzyknęła zapłakana. Ręce
bezradnie opadły na wyszywany koralikami materi-
ał sukienki. Zamierzała coś dodać, ale zadzwonił
162/185
telefon. Odwrócił się plecami i odebrał, nie
zdradzając cienia emocji.
 Santos.
 Niestety, muszę się wycofać z naszej umowy.
Od razu rozpoznał Oliveirę.
 Czy to żart?  krzyknął do słuchawki, zwiększa-
jąc dystans, jaki dzielił go od Laury.  Próbujesz
podbić cenę? Dokumenty już podpisane.
 Jedynie umowa przedwstępna. St. Raphal
właśnie zaoferował za Aoazul trzy miliony więcej
i dorzucił winnicę o świetnej reputacji. 
W słuchawce rozległ się śmiech.  Zawsze mar-
zyłem o produkowaniu własnego szampana.
 Nie możesz się wycofać.
 Kara za złamanie warunków nie jest wysoka,
zaledwie milion dolarów.
Nabywca zobowiązał się ją pokryć.
Gabriel zaklął donośnie.
 Dlaczego to robisz? Dzięki mnie poznałeś
prawdziwe oblicze Adriany.
Rozmówca roześmiał się.
 Teraz, kiedy mam ją z głowy, znów zająłem się
biznesem  przerwał, a potem dodał
poważniejszym tonem:  Przykro mi, młodzieńcze.
Jeszcze nadejdzie twoje pięć minut.
163/185
 Za godzinę będę z powrotem  poprosił Santos.
 Spotkajmy się, żeby to przedyskutować.
Oliveira rozłączył się. Gabriel zastygł z telefonem
w dłoni. Zebrało mu się na wymioty, kiedy zdał
sobie sprawę, ile stracił w ciągu dwóch minut.
Wszystko.
 Załatwmy to jak najszybciej  powiedział i ski-
erował się do drzwi.  Musimy natychmiast wracać
do Brazylii.
Zbliżyła się do narzeczonego. Błękitne tęczówki
jaśniały w porannym świetle.
 Nie potrafiłabym żyć bez miłości. Tłumaczyłam
sobie, że moje uczucie nam wystarczy, ale nie
podoba mi się, jak traktujesz Robby ego.
 Przecież przed chwilą się dowiedziałem, że jest
moim dzieckiem  wypalił.  Czego ode mnie
oczekujesz? %7łe padnę ci do stóp i wyznam miłość?
 Na przykład.
Wpatrywała się niepewnie w jego twarz.
 Powinnaś okazać nieco wdzięczności i przyjąć,
co daję.
 Wdzięczności?  wrzasnęła. Energicznym
ruchem chwyciła rąbek sukni i podbiegła do niego.
Jej twarz wykrzywił gniew.  Czekałam sześć lat!
Tak długo marzyłam, żeby zostać twoją żoną.
 No to chodzmy już  rzucił niecierpliwie.
164/185
 Tyle że to nie wystarczy.  Wyprostowała się
dumnie.  Małżeństwo bez miłości nic nie znaczy.
Nie takiej rodziny pragnę dla syna. Nie chcę, żeby
dorastał, zastanawiając się, dlaczego rodzice są
sobie obcy.
Gabriel stał zaskoczony. Dzieliła ich przepaść.
Wyciągnął rękę.
 Lauro&
 Zostaw mnie!
 Nie mam czasu na fanaberie.
 To odejdz.
Przyszło mu do głowy, że mógłby siłą zaciągnąć
ją do biblioteki. Potem pomyślał o zgromadzonych
na dole krzepkich ranczerach, dla których był je-
dynie przybyszem zamierzającym zabrać rodaczkę
na drugi koniec świata.
Zwalczył narastające gwałtowne emocje. Nie mo-
gły nim zawładnąć. Nie teraz.
Złapał ją za nadgarstek i szarpnął w kierunku
wyjścia. Wyrwała się.
 Nigdzie nie idę.
 Nie zachowuj się jak dziecko. Oliveira wycofuje [ Pobierz całość w formacie PDF ]