[ Pobierz całość w formacie PDF ]

buntował się na samą wzmiankę o alkoholu.
 Czy coś ci podać, kochanie?  spytał jeden z mę\czyzn.
Uśmiechnęła się do niego.
 Tak, z przyjemnością wypiję...  Nie mogła myśleć nawet o wypiciu kieliszka. Dobrze
pamiętała ostatnią noc.  Wodę mineralną z odrobiną cytryny.
Zdziwili się, ale jeden z siedzących zamówił napój, o który prosiła. Podał jej szklankę,
wprawnie zastępując drogę odwrotu.
 Dobrze znasz Rolpha?
 Nie, nigdy go nie spotkałam  odpowiedziała zgodnie z prawdą popijając wodę.
 Naprawdę? To jak tu trafiłaś?
 Przyjaciel mnie zaprosił  odrzekła z wahaniem, zastanawiając się, co ona tu w ogóle
robi. Mogłaby być teraz w domu, wziąć aspirynę i gorący prysznic i czytać jakąś wspaniałą,
nudną prawniczą ksią\kę.
Mę\czyzna patrzył na nią przymru\onymi oczyma. Nagle uśmiech zrozumienia pojawił
się na jego twarzy.
 Jesteś jedną z dziewcząt Abe a, tak?
 Nie  zaprzeczyła i odwróciła się chcąc odejść. Kto to był Rolph? Albo Abe? Za sobą
usłyszała ciche gwizdnięcie i zrozumiała, \e zamiast zniechęcić nieznajomego, wzbudziła w
nim zainteresowanie. Nagie plecy zostały potraktowane jako zaproszenie do większej
poufałości.
 Kotku, nie odchodz jeszcze. Muszę się dowiedzieć, spod jakiego znaku jesteś. Mo\e do
siebie pasujemy?
Spojrzała przez ramię. Koniecznie chciała mieć ostatnie słowo.
 Wierzę tylko w chińską astrologię. Jestem spod znaku kota. Nic nie mów. Zało\ę się, \e
jesteś szczurem, prawda?
Głośny śmiech towarzyszył jej, kiedy oddalała się od baru lekko poruszając biodrami.
Jedno zwycięstwo miała za sobą. Drugie...
Nie musiała zbyt długo czekać. Pięć sekund i trzy kroki przez pokój. Jace stał przed nią ze
zmarszczonym czołem. W jego spojrzeniu dostrzegła gniew, ale jakoś nie zrobiło to na niej
większego wra\enia. Przecie\ przyszła tu na jego zaproszenie tylko po to, aby zobaczyć go w
uścisku z Sandrą. W końcu zostawił Sandrę i został sam. Jedynie April nie zauwa\yła tego,
dopóki nie stanął przed nią.
 Jesteś tu ju\ pewnie od dawna.  Popatrzył na nią i wziął ją pod rękę. Dla mę\czyzn
przy barze musiało być jasne, \e ona nale\y tylko do niego.
 Przyszłam jakiś czas temu, ale ty byłeś zbyt zajęty, \eby mnie zauwa\yć.  Na złość
sobie zerknęła na mę\czyznę, który podał jej wodę i posłała mu zalotny uśmiech. Był
najwyrazniej zdumiony.
 To dlaczego do mnie nie podeszłaś?  Jace spojrzał na nią ponuro.
 Właśnie powiedziałam temu człowiekowi, \e jestem kotem. Ale to nie znaczy, \e
jestem nikim.  Głowę miała uniesioną. Mówiła zimnym, nieco lekcewa\ącym tonem.
Zmarszczka na jego czole pogłębiła się.
 Nie, ale zwykle, gdy czegoś chcesz, Flynn, nie bawisz się w podchody.  Był ju\
wyraznie zły.  Stałem parę metrów od ciebie.
 Nie zauwa\yłam. Odprę\ył się nagle.
 Albo, albo, moja droga. Najpierw sugerujesz, \e wydałem ci się zajęty, a teraz z kolei,
\e mnie nie zauwa\yłaś. Więc jak było naprawdę?
Nabrała tchu, \eby odpowiedzieć mu ostro, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu:
 Kto tu jest prawnikiem?
 Ty, rzecz jasna  odpowiedział ośmielony wyrazem jej oczu, w których dostrzegł
zmieszanie. W końcu przyłapał ją na kłamstwie. Ujął ją pod rękę i poprowadził do ogrodu.
Obok grała orkiestra, tłoczyli się goście, trwała o\ywiona konwersacja.
 Mam nadzieję, \e jesteś dzisiaj w formie, April  powiedział powa\nie, mocniej
ściskając jej rękę.  Moja matka postanowiła wyjść z ukrycia, które nazywa emeryturą i
zaszczycić prasę swoją obecnością. Od czterech lat \yje z dala na południu Francji z jakimś
księciem i teraz nagle postanowiła wrócić do towarzystwa. Dowiedziała się równie\ o nas i o
tym, \e razem mieszkamy. Spotkanie z tobą uwa\a za swój matczyny obowiązek.  W jego
słowach słychać było ironię. Ju\ nie usiłował się uśmiechać.
 To miło z jej strony.
 Niezupełnie. Gdybym miał osiem czy dziesięć lat, nazwałbym to odrabianiem
zaległości, ale jestem trochę I starszy i wiem, \e to nie to. Ona do czegoś dą\y.  Teraz z
kolei był cyniczny.  Ale tu jest pełno prasy i dostosujemy się do jej scenariusza. Na razie.
April uniosła głowę i spojrzała na niego. Jace wytrwale torował im drogę wśród tłumu
gości. Bardzo rzadko wspominał matkę i najczęściej zle. Była znaną aktorką. Zmieniała
mę\ów jak przysłowiowe rękawiczki. Jace był jej jedynym dzieckiem, a mimo to
wychowywały go początkowo guwernantki. Pózniej przebywał w szkole z internatem.
April sądziła, \e pod wpływem postępowania matki Jace stał się przeciwnikiem
mał\eństwa. Z tego, co wiedziała, miał do tego pełne prawo. Prawdopodobnie równie\
doświadczenia z dzieciństwa zawa\yły na jego niechęci do posiadania dzieci. Matka
traktowała swoje obowiązki w zupełnie nieodpowiedzialny sposób. April nabrała powietrza w
płuca. To będzie interesujące, a mo\e nawet pouczające spotkanie.
Powoli obeszli basen, kierując się do niewielkiej grupki ludzi siedzących w końcu
ogrodu. April zauwa\yła ją od razu. Kobieta, do której Jace ją prowadził, była bardzo piękna.
Wyglądała o wiele bardziej pociągająco ni\ na zdjęciach. Długie czarne włosy ściągnięte do
tyłu i związane w misterny węzeł na karku odsłaniały smukłą, prostą, pozbawioną zmarszczek
szyję, której pozazdrościłaby jej niejedna modelka. Kruczoczarne brwi i zielone oczy ponad
wysokimi kośćmi policzkowymi nadawały jej twarzy władczy wyraz. Erica Sullivan była
nadal tak interesująca jak wiele lat temu.
Siedziała na wyło\onym poduszkami fotelu ogrodowym, złączone dłonie spoczywały z
wdziękiem na kolanach. Równie dobrze mogłaby siedzieć na tronie. Pokręciła głową i
roześmiała się z czegoś, co powiedział siedzący obok młody człowiek.
Podniosła wzrok i zobaczyła Jace a z April. Pozwoliła swoim lekko skośnym oczom
rozszerzyć się w wyrazie zaskoczenia i radości zarazem. Wydawała się szczerze cieszyć na
widok syna. Trudno było zgadnąć, co się za tym naprawdę kryło.
 Jesteście!  zawołała wesoło, biorąc Jace a za rękę. Odwzajemnił uścisk niechętnie. 
Wiedziałam, \e wrócisz, ale nie przypuszczałam, \e zajmie ci to tyle czasu, kochanie.
 Wiesz dobrze, \e to jest przede wszystkim biznes, Erico  odpowiedział sztywno Jace. 
Musiałem zgodzić się na kilka zdjęć.  Odwrócił się do April, puścił jej rękę, ale objął ją w
talii.  To jest April Flynn, a to Erica Sullivan. Erica, Flynn.
 Flynn  powtórzyła ze zdziwieniem starsza pani, ściskając rękę April.  To brzmi jak
nazwisko asa myśliwskiego z drugiej wojny. Naprawdę, Jace, nie mógłbyś nazywać [ Pobierz całość w formacie PDF ]