[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Poczłapała do kuchni, by napić się czegoś gorącego. Rozmowa z
Nickiem głęboko ją poruszyła. Ze zdziwieniem musiała przyznać, że
pierwsza chyba w jej życiu tak szczera rozmowa o intymnych
sprawach przyniosła jej wielką ulgę.
A może poczuła ulgę, ponieważ dowiedziała się, że Marco
rozpaczał po jej wyjezdzie?
A więc zależy mu na niej.
Byłby to balsam na jej zbolałą duszę. Natychmiast jednak
przypomniała sobie, że to niczego w jej sytuacji nie zmienia. Po tym,
czego dowiedziała się o sobie dwa lata temu, ich małżeństwo prędzej
czy pózniej musiałoby się rozpaść. Nikt nie wie o tym lepiej niż ona.
W głowie Amy zaroiło się od przygnębiających wspomnień.
Nie, nie powinna teraz o tym myśleć.
Zamarła na dzwięk hamującego przed domem samochodu. To
wrócił Marco.
Znowu posypią się pytania.
Nim jednak zdążyła wycofać się na piętro, rozległ się szczęk
klucza i po paru sekundach Marco wszedł do kuchni.
- Ale mróz, i do tego ten wiatr! - powiedział, drżąc z zimna. - W
sylwestra planowano fajerwerki, ale jeśli będzie dalej tak wiało, trzeba
będzie z nich zrezygnować. To zbyt niebezpieczne.
Spojrzenie Amy z niewiadomego powodu zatrzymało się na jego
wargach i zaczerwienionych od mrozu policzkach. Szybko odwróciła
oczy.
113
RS
- Szkoda by było, gdyby się nie odbyły. W dzieciństwie
uwielbiałam noworoczne fajerwerki w Penhally.
Marco sięgnął po butelkę wina.
- Zwięta i Nowy Rok spędzałaś u swojej babki w Penhally?
- Uhm.
- Nieraz się zastanawiałem, dlaczego sprzedałaś jej dom.
- Byłby dla nas za mały.
- Tak, ale myślałem, że miał dla ciebie wartość emocjonalną. -
Marco odkorkował butelkę. - Napijesz się?
- Nie, dziękuję.
- Mizernie wyglądasz. - Patrzył na nią przez chwilę, po czym
opuścił wzrok na kieliszek i nalał sobie wina.
Amy przymknęła oczy w nadziei, iż Marco nie zauważy, jak
bardzo jest poruszona. Odkąd wszedł do kuchni, była dojmująco
świadoma jego fizycznej bliskości. Nie rozumiała, co się z nią dzieje.
Jasno określony cel, z jakim przyjechała do miasteczka, stał się nagle
dziwnie odległy, niemal nierealny.
Wszystko przez to, że stale go widuje. Przez cały dzień ma przed
oczami jego fascynującą postać, która zdaje się wypełniać każdą
przestrzeń.
- Musisz mieć wiele wspomnień związanych z domem babki.
O tak, miała wiele wspomnień, zarówno dobrych, jak i złych.
- Wolałam się go pozbyć - odparła. Dlaczego tak się jej
przypatruje? Czy Nick coś mu powiedział?
- Czemu jesteś taka spięta? - zapytał. - Coś ci dolega? -
Oczywiście, że jest spięta. Już sam jego widok przyprawia ją o
114
RS
drżenie. Marco podszedł bliżej i delikatnie odgarnął jej włosy z czoła.
- Boli cię głowa?
To szaleństwo. Musi się od niego odsunąć. Niewinny dotyk jego
palców rozpalił w jej ciele niespodziewany ogień. Podniósłszy wzrok,
ujrzała w jego oczach ten sam płomień, jaki pamiętała z dawnych
chwil.
Gwałtownie się cofnęła.
- Faktycznie, boli mnie głowa - przyznała. - Masz paracetamol?
- Połóż się na kanapie. Zaraz ci coś przyniosę. Nieco
uspokojona, udała się do salonu, gdzie po
paru chwilach pojawił się Marco z tabletkami i szklanką wody.
- Dziękuję, Marco. - Z wdzięcznością wzięła lekarstwo i
położyła głowę na oparciu kanapy. - Przepraszam, miałam ciężki
dzień.
- Mogę sobie wyobrazić.
Zanim zorientowała się, co zamierza, Marco stanął za oparciem
kanapy, a jego palce zanurzyły się w jej włosach.
- Marco...
- Nic nie mów. Lekki masaż lepiej ci zrobi niż wszystkie
lekarstwa. - To mówiąc, zaczął delikatnie masować jej głowę. -
Pamiętam, że na początku naszej znajomości miewałaś częste bóle
głowy.
- Tak jak mały Harry. - Wiedziała, że powinna się odsunąć, ale
nie mogła się na to zdobyć. - Jak miło - szepnęła.
115
RS
- Opowiedz mi o noworocznych fajerwerkach w Penhally. I o
swojej babce. - Ukojona masażem i cichym, spokojnym tonem jego
głosu, Amy przy-mknęła oczy.
- Zimowe wakacje spędzałam zawsze tutaj, w Penhally. W moim
pokoiku na piętrze była pod oknem ławeczka, na której klękałam,
żeby oglądać sztuczne ognie. A po północy piłyśmy razem gorącą
czekoladę. Pózniej, kiedy podrosłam, babcia pozwalała mi wychodzić
oglądać fajerwerki razem z wszystkimi.
- Lubiłaś to?
- Tak. Ludzie byli tacy weseli i serdeczni.
- Wszystkie wakacje spędzałaś u babki?
- Moja matka stale pracowała i nie miała czasu mną się
zajmować.
- A ojciec?
- A ojciec spędzał każde święta ze swoją młodą sekretarką.
- O! - Palce Marca na moment znieruchomiały. -Miał z nią
romans?
- Zaczęło się od romansu, ale w końcu wziął z nią ślub. Mieli
potem czworo bardzo udanych dzieci, dwóch chłopców i dwie
dziewczynki. - W jednej chwili opuścił ją błogi nastrój. Wyprostowała
się. - Dlaczego ni stąd, ni zowąd mówimy o moim ojcu?
- A czemu nie? - Marco podszedł do stołu i wypił łyk wina. - Po
tym, jak powiedziałaś, że przed ślubem nie zdążyliśmy się dobrze
poznać, zacząłem się zastanawiać i pomyślałem, że chyba masz rację.
Chciałbym więcej wiedzieć o twojej przeszłości. Musiało ci być
smutno wyjeżdżać z domu na każde wakacje.
116
RS
- Odwrotnie, uwielbiałam tu przyjeżdżać.
- Nie tęskniłaś za matką i domem?
Amy miała wrażenie, że za chwilę się udusi. Poderwała się z
kanapy.
- Co to ma być, przesłuchanie?
- Calmo, tesoro. - Jego głos był cichy i łagodny. -Dlaczego moje
proste pytanie tak bardzo cię zdenerwowało? Czy poruszyłem jakiś
bolesny temat?
- Bolesny temat? Skąd ci to przyszło do głowy? Ale nie
rozumiem, co moje dawne dzieje mają wspólnego z naszą obecną
sytuacją. Nasze małżeństwo się rozpadło, więc moja przeszłość nie
powinna cię obchodzić. - Powiedziawszy to, natychmiast pożałowała
swoich słów. Mogła się domyślić, jak Marco na nie zareaguje.
- Rozpadło się? Ach tak, teraz sobie przypominam - rzekł
pozornie niedbałym tonem. - Nie możemy być razem, ponieważ nic
do mnie nie czujesz.
Amy wstrzymała oddech. Nie śmiała podnieść oczu.
- Pójdę się położyć.
- Nigdzie nie pójdziesz. - Nim zdążyła zrobić krok, Marco
władczym gestem przyciągnął ją do siebie.
- Przestań, co ty wyprawiasz?
- To, co powinienem był zrobić dwa lata temu. Twoje
wyjaśnienia nie trzymają się kupy, więc jedyne, co mi pozostaje, to
spróbować innej metody porozumienia.
Amy zdążyła jeszcze dostrzec w jego oczach niebezpieczny
błysk, nim poczuła na ustach namiętny pocałunek. W jednej chwili
117
RS
ogarnął ją płomień pożądania. Nogi się pod nią ugięły i musiała
przytrzymać się ramion Marca, by nie osunąć się na podłogę.
Odpowiadając na jego pocałunki, zdawała sobie mgliście sprawę
z dalszych skutków swej lekkomyślności, ale nie dbała o to, co będzie
pózniej. Liczyła się tylko obecna chwila. Zresztą trudno jej było
zebrać myśli, gdy wprawne dłonie Marca poznawały na nowo jej
ciało.
Tak strasznie za nim tęskniła!
Marco oderwał się na moment od jej ust, by zdjąć z niej sweter,
bluzkę i uwolnić od stanika. Drżąc na całym ciele, stała teraz przed
nim w samych dżinsach.
- Zimno ci?
O nie, nie było jej zimno. Płonęła. [ Pobierz całość w formacie PDF ]