[ Pobierz całość w formacie PDF ]

jakby nagle wyszło słońce.
Mattie była zaskoczona i onieśmielona.
Jednak zaraz potem zdała sobie sprawę, że przecież pocałunek Jacka był gestem
aktorskim wobec jego rodziny siedzącej wokół. No i wobec Sharon Keswisk.
Sharon była bowiem wyraznie wściekła. Rzuciła Mattie nienawistne spojrzenie.
- Teraz chyba ci się udało - pochwaliła go Mattie. - Sharon nie spodobał się ten
pocałunek.
- Mattie, nie dlatego... - zaczął Jack, kręcąc głową.
- Uśmiechaj się - przerwała mu. - Twoja mama nas obserwuje.
- Nieważne, co pomyśli sobie moja mama - mruknął.
- Dla mnie to ważne - oznajmiła Mattie. - Bardzo ją polubiłam.
Jack popatrzył na Mattie z szacunkiem, a potem uśmiechnął się i ścisnął jej dłoń.
- Ona także cię polubiła - powiedział. - Rozmawialiśmy chwilę przed przyjęciem i...
Mattie była ciekawa, co powiedziała mu o niej jego matka. Nie zdążyła jednak o to
zapytać, ponieważ Edward podniósł się właśnie z miejsca i wzniósł toast za Sandy i Thoma.
Krótką przemowę zakończył stwierdzeniem, że ma nadzieję, że za trzy miesiące wszyscy
spotkają się w tym samym gronie na weselu.
Za trzy miesiące nie będę znała Jacka ani nikogo z was - pomyślała ze smutkiem
Mattie.
- Dzisiejszy dzień był wyjątkowo nieudany - odezwał się do niej ponownie Jack. -
Może jest coś, na co miałabyś szczególną ochotę jutro? - Czekając na odpowiedz, zabrał się
energicznie do krojenia steku. Najwyrazniej był w nie najgorszym humorze.
- Podobno mamy wszyscy iść na spacer do Notre Dame - odpowiedziała za Mattie
Sandy. - To będzie rodzinna wycieczka. Pamiętasz nasze rodzinne pikniki?
- Pamiętam - odpowiedział. - Mrówki w kanapkach i lody z muchami.
- Jesteś niemożliwy! - skomentowała ze śmiechem Sandy.
Mattie z fascynacją słuchała, jak Jack i Sandy wspominają wesołe wakacje spędzone z
rodzicami i siostrami.
Ona nie miała takich wspomnień. Była jedynaczką, a jej ojciec zmarł, kiedy miała trzy
lata. Całe dzieciństwo spędziła tylko z matką.
Dalsza część kolacji przebiegła na niezobowiązujących rozmowach w miłej
atmosferze. Jackowi udawało się już poświęcać Sharon znacznie mniej czasu.
Po paru godzinach spędzonych w towarzystwie bliskich Jacka Mattie czuła się jak
nowa członkini wesołego klanu, od razu przez niego przyjęta i zaakceptowana. Rodzina
Beauchampów była naprawdę wyjątkowa.
Mimo to Mattie raz po raz ogarniał smutek, kiedy przypominało jej się, że w
poniedziałek wróci do Londynu i na tym zakończy się jej znajomość z tą miłą rodziną. A w
szczególności z Jackiem.
Przyjęcie dobiegło końca i wszyscy zjechali windą z wieży.
- Ja i Mattie idziemy na spacer - oznajmił Jack.
- Ho - ho - ho, spacer! - skomentował Jim. Naprawdę nie był delikatnym człowiekiem.
Jack obejmował Mattie wpół.
- Chyba przejdę się z wami - oznajmiła Sharon, stając z lewej strony Jacka. - Zwieże
powietrze dobrze mi zrobi.
Powietrze w restauracji na wieży było wystarczająco świeże.
Dla wszystkich było oczywiste, że Sharon chodzi o co innego.
Jack nie wydawał się zachwycony jej pomysłem.
- Może wszyscy się przespacerujemy? - zaproponowała Cally.
Mattie była jej wdzięczna za tę propozycję. Wolała chodzić nocą po Paryżu ze
wszystkimi niż tylko z nim i okropną Sharon.
- To bardzo dobry pomysł! - skomentowała Betty. - Od lat nie spacerowaliśmy po
Paryżu w świetle księżyca, prawda, Edwardzie? - Popatrzyła z miłością na męża. Od
trzydziestu pięciu lat byli tak samo mocno w sobie zakochani jak wtedy, kiedy się pobierali.
- Zdaje się, że w wyniku naszego ostatniego nocnego spaceru po Paryżu został poczęty
Jack - przypomniał sobie Edward.
- Powtórka już nam nie grozi - zapewniła Betty.
Pozostali przysłuchiwali się tej rozmowie z rozbawieniem.
- W naszym przypadku nie, ale jeśli chodzi o pozostałe pary, nigdy nic nie wiadomo -
zauważył przytomnie Edward. - No, z wyjątkiem Tiny i Jima.
- My już mamy dwoje dzieci. To nam wystarczy - oświadczyła Cally czy też Sally;
blizniaczki były ogromnie podobne do siebie i jednakowo ubrane.
- Nam wystarczy jedno dziecko - dodała druga.
- Nie patrzcie tak na nas - odezwał się po chwili Jack, obejmując mocniej Mattie. -
Kocham dzieci, zwłaszcza wasze, ale na własne wolę jeszcze poczekać. Na razie chcę mieć
Mattie tylko dla siebie.
- No to ruszajmy! - zarządziła Betty, wciąż czule ujmując Edwarda za łokieć.
Mattie zaczerwieniła się. Rodzina Jacka była jednak czasem zbyt bezpośrednia.
- Chciałbyś mieć ze mną dzieci? - spytała cicho Jacka, kiedy szli na czele grupy.
- Musiałem im coś powiedzieć - odpowiedział wymijająco.
- To był tylko żart...
- Wiem. - Jack obejrzał się z niezadowoleniem. Rodzina nie zamierzała go opuszczać
pomimo póznej pory. - Chyba się sprzysięgli.
- Słucham?
- Nie odstępują nas na krok. Wczoraj w nocy i dziś w ciągu dnia zajmowałem się
kłopotami Tiny i Jima. Nie mieliśmy czasu dla siebie.
Wydawał się rozzłoszczony. Kąciki ust Mattie zadrżały. Nie mogła powstrzymać się
od śmiechu, kiedy Jack się złościł. Tak zabawnie i niewinnie wówczas wyglądał. W końcu
roześmiała się.
- Co cię tak śmieszy? - spytał zdumiony.
- Ty! - odparła wesoło. - Nie martw się, nikt się przeciw tobie nie sprzysiągł. -
Posmutniała nagle. - Poza tym przecież tylko gramy przed nimi, czyż nie?
- Tylko gramy... - szepnął niepewnie, jakby sam do siebie.
- Sharon ani trochę się nie speszyła tym, że masz dziewczynę - dodała Mattie.
- Czy to moja wina?
- Chyba nie moja.
Jack westchnął.
- Rzeczywiście, z pewnością nie twoja - zgodził się. - Wiesz, przed kilkoma laty
popełniłem błąd: spotykałem się z Sharon przez parę tygodni.
- Nie wspominałeś mi o tym! - Mattie była poruszona, choć po tym, co działo się w
restauracji, domyślała się, że Jacka coś łączyło z Sharon.
- Nikt nie lubi opowiadać o swoich błędach - tłumaczył się.
- Ja przyznałam się przed tobą do mojego - odparła Mattie.
I do czego to doprowadziło? Znalazła się z Jackiem w Paryżu.
I zakochała się w Jacku.
- Sharon wprawdzie fantastycznie wygląda... - kontynuował.
- Widzę, jak wygląda! - przerwała gniewnie Mattie. Nie miała ochoty słuchać o
zaletach urody Sharon.
- Wygląd to nie wszystko - ciągnął. - Okazało się, że Sharon ma okropny charakter -
dokończył. - Jest po prostu straszna! Spotkaliśmy się w sumie może trzy czy cztery razy,
przysięgam. Podczas ostatniej, trzeciej czy czwartej randki, Sharon uznała, że już może mną
dyrygować, rządzić moim życiem. Dla mężczyzny nie ma nic bardziej zniechęcającego niż
kobieta, która na początku znajomości zachowuje się, jakby już było postanowione, że
zostanie twoją żoną! Więcej się z nią nie spotkałem. Przypadkiem zobaczyłem ją ponownie
przed kilkoma miesiącami, kiedy Sandy związała się z Thomem. Muszę powiedzieć, że nie
było to miłe przeżycie.
Mattie rozumiała go. Nie dowierzała jednak, że nie kusi go wyjątkowa uroda Sharon.
Co za różnica? - pomyślała znowu. Dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiam?
Przecież to nie moja sprawa. Za dwa dni nie będę nawet znajomą Jacka. Wszystko jedno, co
czuję.
- Z pewnością się między wami ułoży - powiedziała.
- Przepraszam, że zanudzam cię moimi kłopotami - odezwał się znowu Jack.
- Nie zanudzasz! - Jak mogłaby nudzić się w jego towarzystwie?! - Przykro mi tylko,
że na wiele ci się nie przydałam. Chociaż po tym, jak mnie pocałowałeś, Sharon jest na ciebie
wściekła. Nie wiem, czy cię to cieszy.
- Cieszy mnie, że cię pocałowałem - odpowiedział. - Może pocałujemy się znowu?
Przystanęli na moście, z którego widać było w całej okazałości wspaniałą, [ Pobierz całość w formacie PDF ]