[ Pobierz całość w formacie PDF ]

I zasnęła. Z bardzo zadowoloną miną.
ROZDZIAA TRZYNASTY
 Crys!  zawołał Gerry, odkładając słuchawkę.
 Ci ludzie od wieczornego przyjęcia urodzinowego
znowu zmienili liczbę gości. Doszła jeszcze jedna
osoba. W sumie mamy dwadzieścia pięć osób.
 Nieparzysta liczba. Pięknie! Zaczynam żało-
wać, że w ogóle przyjęłam to zamówienie  prych-
nęła ze złością Crys, odrywając się na chwilę od
kompozycji z kwiatów i owoców, które układała
w wielkiej misie.  I tak musiałam umówić ich
dopiero na dziewiątą trzydzieści, bo inaczej nie mog-
libyśmy obsłużyć nikogo innego. Zrobiłam im rezer-
wację tylko dlatego, że sekretarka tego pana Gar-
denera była bardzo miłą osobą.
 Pan Gardener musi znać się na jedzeniu, skoro
tak mu zależało na naszej restauracji  zaśmiał się
Gerry.
 Mam nadzieję, że pozna się na wysiłku, jaki
wkładamy w przygotowanie tego przyjęcia. Liczba
gości zmienia się codziennie. Zaczął od osiemnastu.
Teraz jest siedmiu więcej.
Crys ustawiła misę w centralnym miejscu wiel-
kiego stołu i odeszła kilka kroków, żeby ocenić efekt
swojej pracy. Niezle, chociaż urodzinowe przyjęcie
142 CAROLE MORTIMER
pana Gardenera zajmie niemal połowę powierzchni
całej restauracji. Musieli przemeblować wszystko,
żeby zmieścić tak wielką liczbę osób przy jednym
stole.
 Uwzględnij to, kiedy będziesz wystawiała im
rachunek  poradził Gerry.  Jeśli stać go na za-
proszenie dwudziestu pięciu osób do twojej restaura-
cji, stać go też na ekstrawydatki.
 Ale z ciebie sknerus, Gerry  zaśmiała się.
 Niestety, już za pózno. Podałam jego sekretarce
cenę od osoby. Z uwzględnieniem szampana i innych
alkoholi.
 Całe szczęście.  Gerry spojrzał na zegarek.
 Crys, mamy jeszcze cztery godziny. Czy pozwolisz
mi skoczyć do domu? Pomogę tylko Pat położyć
potwory do łóżka i wracam.
 Jasne. W zasadzie wszystko jest gotowe. Przy-
gotuję tylko farsz do pstrąga dla gościa numer dwa-
dzieścia pięć i siadam z nogami na krześle. Muszę
odpocząć, bo od trzech godzin nie przysiadłam nawet
na chwilę.
 Położę na stole ostatnie nakrycie i spadam. Nie
martw się, będę o wpół do ósmej.
 Dzięki.
Crys nie przyszłoby do głowy, żeby się martwić.
Gerry jeszcze nigdy jej nie zawiódł. Ustawiając na
stole bukiety z żółtych róż  z naciskiem proszono
o żółte róże  myślała o ostatnich kilku tygodniach
wypełnionych zajęciami od rana do nocy. Najdziw-
niejsze było to, że Crys nie czuła się wcale zmęczona.
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 143
Odwrotnie  od dawna nie czuła takiej satysfakcji
z pracy.
Ostatnio coraz częściej jednak słyszała wgłowie
głos, który z gniewną natarczywością powtarzał, że
to wszystko są działania pozorne i ucieczkowe. Po
każdym wystąpieniu nieproszonego natręta Crys na-
chodziły dziwne myśli. Na przykład o tym, że przy-
padkowo wpada na ulicy na Sama Wyngarda.
Wiedziała, że to niemożliwe, bo Sam nie wychylał
nosa z Yorkshire, ale mimo to, ile razy mignął jej na
ulicy wysoki ciemnowłosy mężczyzna, serce biło jej
mocniej w nadziei, że to może być on. Crys była dalej
zakochana w Samie, chociaż robiła wszystko, żeby
nie przyznawać się do tego przed samą sobą. Nie
przyszłoby jej także do głowy, że jest zupełnie nie-
przygotowana na ponowne spotkanie z Samem, o ile
miałoby do niego kiedyś dojść.
 Trójka prosi o jeszcze jedną butelkę szampana.
 Gerry najpierw przekazał informację kelnerowi,
potem wszedł na zaplecze.  Pojawili się pierwsi
goście na urodzinowe przyjęcie  zakomunikował.
Na razie nikt ważny  Gerry od lat pracował w swoim
zawodzie i bez pudła rozpoznawał, kto jest gościem
honorowym na przyjęciu, a kto nim nie jest.
 Wszystko gotowe.  Crys zdjęła fartuch i spra-
wdziła, czy czapka szefa kuchni, którą miała na
głowie, dobrze leży.
 Wyglądasz ślicznie. Jak zawsze  zapewnił ją
Gerry.
144 CAROLE MORTIMER
Posłała mu dziękczynny uśmiech i wybiegła, żeby
osobiście przywitać gości i usadzić ich przy stole
z kieliszkami szampana. Przeliczyła ich szybko. Byli
już niemal wszyscy. Brakowało gospodarza przyję-
cia i jeszcze czterech osób. Zerknęła na zegarek.
Dziesiąta. Jeszcze chwila, a pstrąg nie będzie nada-
wał się do podania.
 Crys!  rozległ się radosny okrzyk.
Molly! Crys nie musiała sprawdzać, czy ma rację.
Poznałaby głos Molly zawsze i wszędzie. Odwróciła
się z otwartymi ramionami i obie padły sobie w ob-
jęcia.
 Ja nie mogę chyba mieć nadziei na podobne
powitanie  rozległ się nad jej głową inny głos,
równie znajomy.
Crys zesztywniała i zbladła. Oderwała się od
uśmiechniętej szeroko Molly, zastanawiając się
w panice, jak sobie poradzi.
Przed nią stał Sam, przystojny jak nigdy. Miał na
sobie smoking i śnieżnobiałą koszulę. Zauważyła, że
skrócił włosy.
 No więc?  Uniósł pytająco jedną brew i roz-
łożył ramiona.
Nie mogła oderwać od niego wzroku. Podeszłado
niego jak zahipnotyzowana, chociaż na szczęście
w ostatnim momencie wyciągnęła ręce i oparła dło-
nie na jego ramionach. Potrząsnęła głową  jeszcze
chwila, a byłby skandal, bo chciała objąć go w pasie
i wtulić się w niego jak kiedyś. Stanęła na placach
i pocałowała go w policzek.
ZAMEK NA WRZOSOWISKU 145
 I już?  zapytał poważnie, choć w jego zielo-
nych oczach błyszczały wesołe ogniki.
 Już.  Crys miała nadzieję, że nie zauważył,
z jaką trudnością oderwała się od niego.  Dlaczego
nie zadzwoniłaś?  uśmiechnęła się do Molly.  Zare-
zerwowałabym wam stolik.
Molly parsknęła śmiechem.
 Ależ dzwoniłam, kochanie  powiedziała wyso-
kim modulowanym głosem sekretarki pana Gardene-
ra.  Bałam się, że się domyślisz, kiedy zamówiłam
faszerowane pstrągi.
Crys oniemiała.
 To ty jesteś panem Gardenerem?  wyjąkała.
 Nie, to ja  parsknął śmiechem Sam.  Ona jest
tylko moją sekretarką.
 Więc to twoje urodziny  odgadła.
Przecież każdy ma kiedyś urodziny.
 Nie, urodziny są moje  odezwał się inny męski
głos.
Molly zobaczyła, że za Molly i Samem stoi inna
para  wysoki, przystojny mężczyzna z niebywale
piękną kobietą u boku. Ona mogła mieć czterdzieści
parę lat, on był starszy.
 Matthew Wyngard  przedstawił się i ser- [ Pobierz całość w formacie PDF ]