[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sprawę, jakie były niesprawiedliwe i niemądre.
Rebeka zesztywniała i cofnęła się o krok.
- To chyba nie miejsce na tego rodzaju dyskusje.
- Masz rację - przytaknął, a potem, wściekły tak samo na siebie, jak na nią, wziął ją za
rękę i wyprowadził z sali.
ROZDZIAA 8
- Przestań! - Dopiero przy windzie Rebeka otrząsnęła się z szoku. - Puść! Co cię
napadło?
- Po prostu zabieram cię w bardziej odpowiednie miejsce. - Wciągnął ją do windy i
nacisnął guzik z numerem piętra.
- Zaprosiłeś gości... - zaczęła, ale spojrzał na nią tak, że natychmiast zabrakło jej słów.
Po chwili jednak dumnie wyprostowała ramiona i dokończyła: - Poza tym wolę, żeby mnie
pytano, czy chcę wyjść, a nie wyciągano z sali jak opornego muła!
Drzwi się otworzyły. Chociaż serce biło jej jak szalone i podchodziło do gardła,
minęła zręcznie Stephena i wyszła z windy. Zamierzała pójść do swojego apartamentu i
zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, nie zrobiła jednak dwóch kroków, kiedy chwycił ją za
ramię.
- Poczekaj!
- Na co?
- Porozmawiajmy.
- Nie chcę z tobą rozmawiać.
Nic nie odpowiedział, tylko rozluznił krawat i rozpiął dwa górne guziki koszuli.
Odetchnął, podszedł do drzwi swojego pokoju i otworzył je szeroko.
- Porozmawiajmy - powtórzył. - Proszę...
Zgodziła się i weszła przed nim do środka. Stephen nalał brandy do dwóch kieliszków,
postawił jeden z nich przed Rebeką.
- Przyjechałaś do Aten ze mną, nie z Dimitrim - wycedził przez zaciśnięte zęby, z
trudem hamując zazdrość i gniew.
Nawet nie dotknęła kieliszka. Bała się, że ręce będą jej drżały i szkło wypadnie z ręki.
- Czy greckie zwyczaje zabraniają kobietom rozmawiać z innymi mężczyznami? -
spytała, zdziwiona, że jej głos brzmi tak spokojnie.
- Rozmawiać? - Stephen wciąż miał przed oczami Rebekę w objęciach Dimitriego.
Pewnie wywodzili się z podobnych środowisk, dlatego tak łatwo się porozumieli. Stare
pieniądze, szczęśliwe dzieciństwo, elita towarzyska. - Czy każdemu mężczyznie, który z tobą
rozmawia, pozwalasz się obejmować i przytulać?
Nie zaczerwieniła się. Wręcz przeciwnie, policzki jej pobladły. Tym razem drżała nie
ze strachu, ale z wściekłości.
- Co robię i z kim, to tylko i wyłącznie moja sprawa!
- Nie tylko twoja.
- A czyja?
- Moja też.
- Akurat! Jeśli ci się wydaje, że masz prawo mnie kontrolować, bo przyjechałam tu z
tobą i korzystam z twojej gościnności, to się mylisz! Jestem niezależna!
Zamilkła nagle, bowiem uświadomiła sobie, że to prawda. Rzeczywiście była
niezależna. Wszystkie decyzje podejmowała samodzielnie. Natychmiast poczuła przypływ sił.
Zrobiła krok naprzód i podjęła przerwany wątek:
- Nie jestem niczyją własnością, ani twoją, ani żadnego innego mężczyzny. Nie dam
sobie rozkazywać. Nikt mnie do niczego nie zmusi.
Odwróciła się na pięcie, by odejść, on jednak błyskawicznie ją dogonił, chwycił za
ramiona i odwrócił gwałtownie ku sobie.
- Nie wrócisz do niego.
- Gdybym chciała to zrobić, na pewno byś mnie nie powstrzymał. - Wyzywająco
odrzuciła głowę w tył. - Ale ja nie mam teraz zamiaru wracać do Dimitriego. - Wyswobodziła
ramiona z jego uścisku, cofnęła się o krok. - Jak mogłabym myśleć o Dimitrim, kiedy kocham
ciebie?
Znów zamilkła, tym razem zaskoczona własną śmiałością. Chciała to powiedzieć,
postanowiła przecież wyznać mu prawdę. Kiedy jednak jej słowa wybrzmiały w ciszy, jaka
po nich zapadła, nie mogła uwierzyć, że zdobyła się na taką odwagę. Oczy rozszerzyły jej się
ze zdumienia, wargi lekko rozchyliły. Rozgniewana i jednocześnie zawstydzona, znów
ruszyła do wyjścia.
A Stephen znów zagrodził jej drogę.
- Poczekaj!
- Zostaw mnie w spokoju!
- Myślisz, że teraz pozwolę ci odejść? - Zatopił dłoń w jej włosach i przytrzymał jej
głowę. - Może to głupie, może nie powinienem ci tego mówić, ale wydaje mi się, że czekałem
całe życie, aby usłyszeć, jak wypowiadasz te słowa. Doprowadzasz mnie do szaleństwa,
Rebeko. Kiedy jesteś przy mnie i kiedy cię nie ma.
- Błagam, nie teraz - jęknęła, usiłując się wyswobodzić, kiedy zaczął obsypywać
pocałunkami jej twarz. Barwy, kształty, światła - wszystko wirowało w jej głowie i sprawiało,
że Rebeka nie wiedziała już, czy ma cieszyć się, czy rozpaczać.
- Jesteś dla mnie wszystkim!
- Nie! Daj mi czas! Muszę pomyśleć!
- Proś, o co chcesz, ale nie o czas do namysłu. - Przyciągnął ją do siebie i ukrył twarz
w jej włosach. - Myślisz, że przy każdej kobiecie robię z siebie takiego idiotę?
- Nie wiem. Ja już nic nie wiem, Stephenie... - westchnęła cicho, kiedy jego wargi
przywarły do jej szyi. Miała ochotę płakać. Ze wzruszenia, z tęsknoty, ze szczęścia. Ze
strachu przed tym, co miało się stać. - Nie znam cię - pokręciła głową - a ty nie znasz mnie.
Wiemy o sobie tak mało.
- Ależ znam cię! - Odsunął się lekko, żeby na nią spojrzeć.
- Odkąd cię pierwszy raz zobaczyłem, wiedziałem, że dobrze cię znam! %7łe potrzebuję
cię i pragnę!
- To niemożliwe. To złudzenie.
- Nie. Już dawniej cię kochałem, Rebeko. Tak samo mocno, jak teraz. To
przeznaczenie.
- Sam nie wierzysz w to, co mówisz.
- A ty nie czułaś tego samego, kiedy cię pierwszy raz pocałowałem? Powiedz,
przyznaj się... - W jej oczach zobaczył twierdzącą odpowiedz i mocniej zacisnął dłonie na jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]