[ Pobierz całość w formacie PDF ]

że ja nigdy nie znałam prawdziwego ciebie.
- Cam..
- Miałam na myśli, przez cały ten czas myślałam, że twoi rodzice nie żyją, Zach.
Wyraznie pamiętam, jak mówiłeś mi, że twoi rodzice nie żyją.
- Nie. Ty pamiętasz, że założyłaś, że moi rodzice nie żyją, a ja cię nie poprawiłem.
- Ale naprawdę twoja mama jest kobietą, która przez ponad rok mnie goniła. -
Kontynuowałam, jakby nic nie powiedział. - Co wyjaśnia, dalczego zawsze
wiedziałeś za dużo, prawda? - Popatrzyłam na niego twardo. - Przynajmniej to
wyjaśnia coś.
- Co ty tutaj robisz, Dziewczyno z Gallagher? - Przysunął się bliżej. Pachniał
szamponem, a jego skóra połyskiwała w przyćmionym świetle. - Co cię tu
naprawdę przyniosło?
Chciałam skłamać, ale się nie odważyłam. Byłam tak pewna, że przejrzy moje
kłamstwo, będzie widział przeze mnie. Ale wtedy przyszło rozwiązanie w postaci
nieznacznie łysiejącego człowieka na końcu korytarza.
- Doktor Steve  Powiedziałam spokojnie. - Przyszłam porozmawiać z Doktorem
Steve.
Zach spojrzał za siebie na nauczyciela, a następnie odwrócił się do mnie.
- A więc, nie będę cię zatrzymywał. - Wyminął mnie. Jego głos był szeptem, kiedy
mówił  Uwierz mi lub nie, Dziewczyno z Gallagher, ale nie mam już żadnych
sekretów.
Jedyne, co mogłam zrobić to nie odwrócić się i patrzeć jak odchodził, żeby
wyglądać, jakby mnie to nie obchodziło  że jakakolwiek przepaść była między
nami, to nie bolało. Na szczęście nie było czasu na nic z wyżej wymienionych
rzeczy, nie z Doktorem Steve podchodzącym do mnie i mówiącym  Witaj,
Cammie. Schadzka nastolatków? - Spytał, spoglądając na Zacha i chichocząc.
- Nie. - Powiedziałam. - Jestem tu, by porozmawiać z tobą.
- Och. Więc dobrze. Co mógłbym zrobić dla ciebie?
Gardło Doktora Steve'a było mocno czerwone. Można było zobaczyć kształt moich
palców nakreślony na jego pojawiających się siniakach i jedynym, co mogłam
zrobić, to patrzeć na nie.
- Ja to zrobiłam?
Dopiero po chwili zrozumiałam, że powiedziałam to głośno. Chwilę pózniej
zrozumiałam, że to nie było pytanie. - Zrobiłam to. - Powiedziałam, zmuszając się,
żeby się nie odwrócić i uciec od Doktora Steve'a i siniaków dookoła jego szyi.
Zmusiłam się, żeby na nie spojrzeć. Myśleć o nich. Nie chciałam się już chować.
- Powiedziałaś coś?
- Nic. Mam na myśli... Przepraszam, Doktorze Steve. Jest mi bardzo przy...
Dobrze się pan czuje?
- Och, nic mi nie będzie. - Uśmiechnął się. - Obiecuję.
Oprócz czerwonego pierścienia wokół jego szyi, wyglądał dokładnie tak samo, jak
pierwszego dnia, kiedy zjawił się w Akademii Gallagher, tuż po feriach zimowych
w środku mojego drugiego roku. Z każdej strony wyglądał jak przeciwieństwo
chłopców, których wziął ze sobą, a wiedza, czym Blackthorne naprawdę jest 
albo była  nie zmieniła tego. Jeśli cokolwiek, wyglądał nawet bardziej nie na
miejscu.
Jeśli coś, czułam się nawet bardziej zawstydzona.
- Naprawdę jest mi przykro. - Mój głos się załamał.
- Wierzę ci, Cammie. - Doktor Steve sięgnął jakby chciał potrzeć moje ramię, ale
potem lepiej to przemyślał. Nie mogłam go za to winić. Nawet ja się odsunęłam,
nie chcąc być zbyt blisko.
- Nie mogłabyś mnie zranić, Cammie. - Powiedział, ale to nie była prawda, i ja to
wiedziałam. Nosił tę prawdę dookoła szyi.
- Umysł to potężna, skomplikowana rzecz. - Powiedział. - Twoja pamięć jest
skomplikowaną rzeczą. Nie ważne przez co przeszłaś latem, nie mogłabyś zabić
kogoś. Nie z zimną krwią. Tego w tobie nie ma.
Pamiętałam sposób, w jaki moje ręce się poruszały, jakby nie były zależne ode
mnie. Już nie wiedziałam, co było we mnie.
Podniósł brew, studiując mnie. - Nie wierzysz mi?
- Gdyby Liz mnie nie zatrzymała...
- Ty siebie zatrzymałaś.
- Nie, nie zrobiłam tego. - Sprzeciwiłam się.
- Cammie, od kiedy Liz może obezwładnić kogokolwiek?
To wyglądało jak dobry argument  Liz jest najmniejszą, najlżejszą i najmniej
skoordynowaną z nas wszystkich. Ale on nie wiedział, jak bardzo skuteczny może
być wielki umysł bardzo zdeterminowanej dziewczyny.
- Jakiego rodzaju doktorem jesteś? - Zapytałam.
- Zajmuję się psychiatrią. Mój trening jest odrobinę bardziej... wyspecjalizowany,
niż to.
Zastanawiałam się, czy wyspecjalizowany znaczy naprawdę dobry w zmienianiu
nastoletnich chłopców w rządowych zabójców.
- Nie uczę ludzi, jak zabijać, Cammie. - Powiedział, jakby czytał mi w myślach. -
Nie. Instytut Blackthorne'a rekrutował bardzo niespokojnych młodych mężczyzn i
uczył ich robić bardzo złe rzeczy. Ale to, jak mówią, jest już historią. To było moją
pracą, aby pomagać młodym chłopcom wyrosnąć na silnych młodych mężczyzn.
Przynajmniej Joe Solomon mówił, że przewodzi ruchowi, który chce nadać
Blackthorne'owi nową misję. Ale Joe Solomon powiedział wiele rzeczy, których
nie miał na myśli, nieprwadaż?
Ciemność przemknęła przez jego twarz i pomyślałam, że on nie wie. Jasne, fakt, iż
Joe Solomon okazał się być potrójnym agentem, który nie był lojalny Kręgowi, był
dobrze strzeżonym sekretem, ale mimo to, prawie każdy dorosły, którego znałam,
wiedział o tym. Wydawało się bardzo dziwne widzieć, jak działa kłamstwo. [ Pobierz całość w formacie PDF ]