[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nocnej.
Wiedziała, że powinna go powstrzymać, ale wszelkie opory zniknęły, gdy objął
jej piersi i zaczął je delikatnie uciskać. Było to cudowne i stało się jeszcze
cudowniejsze, kiedy musnął kciukiem sutek, przyprawiając ją o dreszcz, który
poczuła w biodrach. Rozpaczliwe pragnienie sprawiło, że przywarła do niego,
ocierając się słodkim zakątkiem swej kobiecości o jego twardość.
Wymamrotał coś w jej usta i jednym ruchem ściągnął z niej koszulę nocną.
Westchnęła zawstydzona, gdy włożył rękę między jej nogi i rozsunął je
z ironicznym uśmiechem, by odkryć, jak bardzo jest podniecona.
 Wydaje się, że twoje ludzkie reakcje też są w normie, tesorino.
Zamknęła oczy, żeby nie widzieć cynicznego wyrazu jego twarzy.
 Constantin& nie!  Ten czuły zwrot, który brała kiedyś za dowód jego troski,
łamał jej serce.
Ujął ją pod brodę i odchylił głowę.
 Azy, Isabella?  Po jego obliczu przemknął cień bólu. Wyglądała krucho
i przejmująco bezbronnie.  Naprawdę wierzysz, że mógłbym cię skrzywdzić?
Przypomniała sobie jego spojrzenie, kiedy nachylił się nad szpitalnym łóżkiem.
 Nigdy sobie nie wybaczę, że naraziłem cię na niebezpieczeństwo , powiedział
jej wtedy.
 Wiem, że próbowałeś mnie chronić, gdy stałam na balkonie. Wiem, że jestem
przy tobie bezpieczna.
Santa Madre! Nie chciał myśleć o przeszłości i jej sekretach. Chciał się
zatracić w słodkim powabie ciała Isobel. Całować ją i być całowanym przez nią,
pieścić jej jedwabistą skórę i czuć na sobie jej delikatne dłonie, doprowadzające
go do ekstazy, jakiej nie doświadczył z żadną inną kobietą.
Westchnęła, kiedy znów ją pocałował, ale tym razem jego namiętność
odznaczała się przejmującą delikatnością. Był wszystkim. Miłością jej życia. Te
dwa lata wydawały się nieskończenie samotne. Jej serce tęskniło do jednego
mężczyzny.
Wodził wargami po jej obojczyku, potem zsunął się niżej, żeby pieścić jej piersi
i ssać na przemian sutki.
Rzeczywistość odpłynęła, na jej miejsce pojawiła się inna, w której istnieli
tylko on i ona. Patrzyła z bijącym sercem, jak się rozbiera. Przypominał istne
dzieło sztuki, ale w przeciwieństwie do marmurowych rzezb jego skóra była
ciepła pod jej palcami, a czarne włosy na piersi kłuły ją delikatnie w dłonie.
Jego erekcja dowodziła, jak gorąca krew płynie w jego żyłach. Zapomniała już,
jak mocno jest zbudowany, i wahanie ujawniło się w jej oczach, bo uśmiechnął
się krzywo, wyciągając się obok niej i biorąc ją w ramiona.
 Jakieś wątpliwości, tesorino?  mruknął.
 Dwa lata to długo& wypadłam z wprawy.
Pociemniały mu oczy.
 Nie było nikogo innego?
 Nie.
 W moim przypadku też nie.
Nie kryła szoku.
 Chcesz powiedzieć, że nie robiłeś tego& przez dwa lata?
 %7łyliśmy osobno, ale byłaś& jesteś moją żoną.
Nic dziwnego, że był taki podniecony.
 Uwierz w to  oznajmił sucho.
Zsunął dłoń aż do kępki złotych włosów między jej udami. Pomimo upływu
czasu wiedział doskonale, jak sprawić jej przyjemność, wiedział, w którym
dokładnie momencie wsunąć w nią palec, potem dwa, i poruszać nimi
w bezlitosnym rytmie, aż wydała z siebie stłumiony krzyk rozkoszy.
Był zachwycony, że reaguje na jego dotyk tak niepowstrzymanie. Zwiadom, że
jest bliski spełnienia, wciągnął ją pod siebie i wszedł w nią jednym
niepowstrzymanym ruchem, dobywając z niej gwałtowne westchnienie.
 Sprawiłem ci ból?  spytał zaniepokojony, ale gdy chciał się cofnąć, objęła go
nogami w biodrach.
 Nie. Tylko& jest mi tak dobrze.
Skupił się całkowicie na jej przyjemności, poruszając się wolno i potęgując ich
wzajemne podniecenie. Dostosowała się szybko do jego rytmu, unosząc biodra
przy każdym jego pchnięciu. W końcu dotarli oboje na szczyt, by trwać na nim
nieskończenie długo, aż osiągnęli jednocześnie spełnienie.
Potem Constantin przekręcił się na plecy i wziął ją w ramiona. Miarowe bicie
jego serca koiło jej niepokój. Wiedziała, że muszą porozmawiać, ale nie miała
pojęcia, czym to się skończy. Czy fakt, że się z nią kochał, znaczył coś dla niego,
czy też chodziło mu tylko o stłumienie frustracji seksualnej?
 Constantin& ?
 Zpij, tesorino  wymamrotał.
Zdawało jej się, czy rzeczywiście nie chciał przerywać tej chwili oczarowania?
Dotyk jego palców na jej plecach był hipnotyczny; zapomniała o wszystkim prócz
radości, jaką dawało jej przebywanie w tym świecie, który sobie stworzyli.
Zbudził ją jakiś dzwięk. Wynurzając się z mgły snu, uświadomiła sobie, że to
był krzyk. Powróciła pamięć.
Kochali się zeszłej nocy.
Dlaczego nad ranem nic nie wydawało się już takie rozsądne?
Zegar wskazywał czwartą. Constantin siedział na łóżku, oddychając ciężko,
jak po wyczerpującym biegu. Dotknęła jego ramienia, a on drgnął niczym
oparzony.
 Isobel& nie wiedziałem, że już nie śpisz.
 Usłyszałam coś. Dlaczego krzyczałeś?
 Przewróciłem dzbanek z wodą. Przepraszam, cara, nie zdawałem sobie
sprawy, że klnę tak głośno.
Popatrzyła na niego z powątpiewaniem.
 Powiedziałeś:  Chciał ją zabić & czy coś w tym rodzaju.  Zdawało jej się, że
już kiedyś słyszała te słowa.  Wciąż masz te koszmary, jak dwa lata temu
w Casa Celeste?
%7łałowała, że nie widzi jego twarzy. Spojrzała na lampkę nocną i zauważyła ze
zdumieniem, że dzbanek z wodą stoi na swoim miejscu.
 Chyba ci się przyśniło.  Oddychał już normalnie i wydawał się rozbawiony.
 Nie& na pewno.
Trudno było jasno myśleć, kiedy zaczął muskać ustami jej szyję. Wbrew sobie
położyła mu dłoń na ramieniu, podczas gdy on całował jej piersi. Sutki wciąż
miała nabrzmiałe i wrażliwe i gdy dotykał ich językiem, zaparło jej dech
w piersiach.
 Constantin&
Próbowała stłumić przypływ pożądania i poznać powód jego nocnego krzyku.
Jedno z nich śniło, i na pewno nie była to ona. Lecz jego dłoń znów znalazła się
między jej nogami, a wprawne palce doprowadziły ją tam, gdzie istniały tylko
cudowne doznania. Kiedy dotknął jej tam ustami, uniosła instynktownie biodra,
drżąc pod wpływem nieznośnego napięcia, zanim doznała słodkiej ekstazy. Nie
mogła się jednak oprzeć wrażeniu, że celowo próbował ją rozkojarzyć.
Gdy szary przedświt przemieniał się w świetlisty róż i złoto, Constantin
patrzył, jak wskazówki zegara zmierzają niespiesznie ku godzinie szóstej.
Z zewnątrz dobiegał gwar budzącego się Wiecznego Miasta.
Wiedział, że nie zaśnie, i dobrze. Tamten koszmar był tak wyrazisty, że
przyprawił go o zimne poty. Zniły mu się dwie postaci na balkonie. Nie w Casa
Celeste, tylko tu, w apartamencie. I nie był to jego ojciec i Lorena, lecz on sam
i Isobel.
Zmiała się i dokuczała mu, mówiąc, że woli przystojnego kelnera od niego.
Basta! Jej szyderstwo doprowadzało go do wściekłości, kipiącej niczym wulkan.
Wyciągnął rękę& a potem ona spadała, spadała.
Mio Dio! To tylko sen, przekonywał siebie. Bez znaczenia. Popatrzył na twarz
śpiącej obok Isobel. Była taka piękna. Nie należało zabierać jej do Rzymu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]