[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Już tylko mi o weselach, matuś, nie mówcie  śmiała się
Florka.  Wcale mi
zabawa nie w myśli. Kiedy mi moje maszyny turkotać zaczną,
to już innej muzyki
wcale nie pragnę.
Matka kiwała głową; stary Grudka córkę w obronę brał, bo
ślepo uwielbiał
jedynaczkę, odkąd do szuflady w komodzie wpływały
papierki i srebrniaki. A gdy
Grudkowa narzekała, że Florka rutkę siać będzie, stary się
śmiał.
 Nie bój się  perswadował.  Wiedzą -sąsiedzi, jak kto
siedzi. Niechby ino
chciała, kawalerów znajdzie.
Istotnie, ten i ów radby się był do niej przyżenić, bo to i
edukowana była na
książce, i fachowa, a przytem stateczna, uczciwa i przyjemna.
Ogólnie mówiono,
że zamiast z latami brzydnąć, ładnieje. Taki już gatunek urody
miała.
Towarzyszki jej lat dziecinnych oddawna już powychodziły za
mąż, dzieci miały,
niejednazestarzała się przedwcześnie, lecz Fłorka zawsze
jednakowa, jak iskra żywa,
uśmiechnięta. Jeszczeby! Pokazywać ludziom, że ją boli, iż
Antoś do Kalenic nie
zagląda, albo że zazdrości innymi, które kąt swój i męża mają!
Co będzie, to
będzie, a ona, co Bóg da, z pokorą zniesie.
Zwieży powiew poranku, cisza leśna, samotność, usposobiły
ją teraz do wspomnień
i rozmyślań. Trwoga o Antoniego nasunęła cały szereg myśli
niepokojących. Któż
wie, czy nie z tego choruje, że pokochał inną, a gnębi go chęć
dotrzymania
Florce danego słowa? Mój Boże! Jak on jej nie zna! Dziś, w
jednej chwili
wyrzekłaby się ukochanego, szczęśliwa, że może coś dla
niego uczynić.
Raz, jeden raz tylko, pisząc o Kawęckim, którego z
opowiadań i listów Antka
znała i lubiła, wspomniał o Julce.  Przybyła staremu wnuczka,
a mnie uczennica.
Obaj radzi z tego jesteśmy! Weselej nam i wikt mamy
uczciwszy." I nic więcej.
Ani wzmianki o niej od tej pory. Florka dziwiła się teraz
sobie, że nie odgadła
dotąd, iż to ta Jula właśnie Antosia jej zabrała.
ROZDZIAA XIV.
 Co tam gryzmolisz, Florka?  spytał ojciec w kilkanaście
dni po wyjezdzie
Wojtaszewskiej.  Poszłabyś oto do ogródka. Matka mówi,
że stękasz nocami i
pomizerniałaś bardzo. Zwięto przecie.
 Zaraz skończę, tatusiu  odparła.  Do Antosia piszę.
Stary mruknął coś niechętnie.
 Miarkuj-no, dziewczyno rzekł po chwili  żeby cię ten
twój Antoś na gadki
ludzkie i pośmiewisko nie puścił. Widzi mi się, frant to jest.
Nic łatwiejszego,
niż takiemu chłystkowi w wielkiem mieście poczciwość
stracić.
 Co też tatunio mówią?  ozwała się Florka, podnosząc
żywo głowę.  Doprawdy,
słuchać nie mogę! Antoś ledwie wyzdrowiał, i już na niego.
Nic przecie ojcu nie
zawinił, że go ojciec krzywdzi.
 No, no! Wiem ja, co mówię! Podługtwojego rozumu, to
dobrze jest zwodzić tyle lat dziewczynę, a podług mojego, to
niegodziwość, i kwita!
Florka zerwała się od stołu. Zasłoniła oczy rękoma i
rozpłakała się. Grudka
ramionami wzruszył.
 No i czego beczysz? Cóżem takiego powiedział?
Florka podeszła do ojca.
 Tatuńciu!  szepnęła, spuszczając oczy w ziemię. 
Chciałam już dawno pomówić
z wami, i tak zeszło. Widzi tatuńcio, ja bardzo Antosia lubię,
ale...
Zawahała się; stary patrzył na nią zdumiony.
 Mów-no prędzej!  zawołał.
Florka pocałowała go w rękę.
 Ja już nie chcę Antka, tatuńciu  szepnęła.  Widzi
tatuńcio, ja dawniej
głupsza byłam i zdawało mi się, że Antosia kocham na męża,
a teraz to widzę, że
mi tylko bratem może być...
Wypowiedziała to drżąc, bez tchu prawie.
Grudka zrazu osłupiał. Jakże to może być? Tyle lat na niego
czekała, patrzeć na
siebie nie pozwoliła żadnemu, a teraz, ni ztąd, ni zowąd... No,
już aby to
prawda, że z kobieta-mi, czy one wielkie panie, czy chłopki,
czy mieszczanki, zawsze trudno do ładu
dojść.
 Florka, słuchaj-no, czy ci się czasem w głowie nie
pomieszało? Co ty za
brednie prawisz?  przemówił nareszcie.
 To nie brednie, tatuńciu!  odrzekła z wysiłkiem. 
Tylko tatuńcia proszę,
żebyście ani matusi, ani nikomu nie mówili. Jak przyjdzie
czas, sama powiem.
Stary mruczał, ramionami wzruszał, wyniósł się wreszcie z
izby. Florka do
pisania siadła. Było jej nieco lżej. Zdobyła się przecież na to,
że otwarcie i
głośno Antosia się wyrzekła.
Po południu do Wojtaszewskiego poszła. Od wyjazdu
szewcowej opiekowała się nim i
przybiegała co chwila, bo staremu nikt prócz niej dogodzić nie
potrafił.
Niespokojny był przytem
o Anulkę swoją, o Antka, i zamęczał Florkę pytaniami. I teraz,
gdy weszła, zaraz
pytał:
 " Cóż, listu nie ma? Chodziłaś na pocztę?
 A jakże  odparła, siląc się na spokój
i wesołość.  Odnosiłam swój list i pytałam. Wieczorna
poczta jeszcze nie
przyszła.
 Może Judka co przywiózł?
 I Judki jeszcze nie ma. Niech-no pan się uspokoi i
leży.Otuliła go kołdrą, podała kubek ciepłego mleka i przy
łóżku usiadła.
 Akurat jakem tu biegła, na nieszpory dzwonili  rzekła.
 Prześpiewamy
godzinki; zaraz nam będzie weselej.
Otworzyła książkę, i dzwięczny, miły jej głos zlał się wkrótce
z drżącym i
ochrypłym śpiewem starca.
Nie słyszeli, jak po bruku nierównym toczyła się bryczka
Judkowa, skrzypiąc,
stękając, póki chude szkapiny przed domkiem szewca się nie
zatrzymały.
Stary, jakby przeczuciem tknięty, poruszył się niespokojnie.
 Florka, zda mi się, że fórtka skrzypnęła  rzekł i siadł na
łóżku.  Wyraznie
słyszałem.
Drzwi otworzyły się zlekka i w progu stanęła Wojtaszewska.
 Anulka!  krzyknął szewc, wyciągając ku niej ręce. 
Anuś, Anuś!  wołał 
niechże ci Bóg zapłaci, żeś przyjechała. Jużem myślał, że
zamrę bez ciebie!
Florka z biciem serca czekała, aby o Antosia zapytać. Lecz
cóż to jest?
Złudzenie oka, czy sen na jawie? Wszak to Antoś, nie kto
inny, stoi przed nią.
Radość odjęła jej mowę, sparaliżowała ruchy. Antoś mówi coś
do niej,lecz ona, jakkolwiek dzwięk jego głosu słyszy, nie
pojmuje. Dopiero gdy ręka jej
w jego dłoni się znalazła, dreszcz ją przeniknął, i
oprzytomniała, zapomniawszy
naraz o domysłach swoich i postanowieniu, o rozmowie z
ojcem, o liście, który
wyprawiła dziś do Antka.
Po powitaniu wnet się zajęła umieszczeniem go przy stole i
gdy mu najgrubsze
kożuszki zbierała ze śmietanki, uczuła na swej ręce delikatne
dotknięcie ust
Antkowych. Dziękował jej pocałunkiem tym i za opiekę nad
ojcem, który opowiadał
właśnie, jak Florcia dobrą była dla niego, i za troskliwość
serdeczną względem
siebie.
 Byłaś zawsze bardzo, bardzo poczciwą, Florciu  szepnął
 ale teraz to chyba
jeszcze lepszą jesteś. Czem ja ci się wywdzięczę?
Nic nie odpowiedziała, tylko spojrzała nań rozpromienionym
wzrokiem. Jemu Jula
na myśl. przyszła i wstyd go przejął. Rzekł więc do Florki
wprost:
 Nie krzątałabyś się koło mnie, bom tego nie wart. Nie
pamiętałem, jak
należało, o tobie.
Spojrzała nań bystro.
 Mnie tam nic do tego  rzekła łagodnie.  Choremu
pomódz trzeba.
Siedzieli tylko we dwoje przy stoliku podoknem, bo
Wojtaszewska ani na chwilę odejść od męża nie mogła.
Kiedy niekiedy szewc spoglądał na syna, a wtenczas wzrok
mu się mgłą wilgotną
zasłaniał.
 I mówisz, Anulko, że grać nie będzie mógł? pytał z
gorączkowem niemal
zajęciem. Moja ty kochana, widzisz, jak to Pan Bóg
wszystkiem kieruje. %7łal mi
chłopca serdecznie, i com ja już tej chorobie jego nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]