[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Kolacja składała się z ryżu polanego sosem krewetkowym. Sos, przygotowany ze
sproszkowanego preparatu, przypominał smakiem rozmoczoną tekturę, lecz w otoczeniu
mrocznej, pierwotnej dżungli łatwo było zapomnieć o niedoskonałościach techniki dwudziestego
wieku.
Munro rozstawił warty. Do pierwszej grupy zaliczył siebie, Elliota i Kahegę. Zmiany
posterunków miały następować w czterogodzinnych odstępach.
Noktowizory nadawały wartownikom wygląd olbrzymich świerszczy spoglądających w
leśną gęstwinę. Elliot czuł się nieswojo. Nie potrafił przywyknąć do widmowego pejzażu. Po
kilku minutach przyrząd zaczął mu ciążyć, więc ściągnął go z twarzy i zamarł w bezruchu
zaskoczony tym, że dookoła widać jedynie smolistą czerń. Szybko założył gogle z powrotem.
Noc minęła spokojnie.
DZIEC DZIEWITY:
ZINJ
21 czerwca 1979
1. Ogon tygrysa
Rankiem, dwudziestego pierwszego czerwca, stanęli u wrót zaginionego miasta Zinj.
Wejście w głąb ruin nie miało w sobie aury romantyzmu, jaka towarzyszyła przygodom
dziewiętnastowiecznych podróżników. Współczesny badacz pocił się i dyszał pod ciężarem
wyposażenia technicznego: czujników optycznych, dalmierzy, nadajników i wielu innych
przyrządów, które mogłyby służyć do szybkiego oszacowania wartości archeologicznej każdego
znaleziska.
Tym razem interesowały ich wyłącznie diamenty. Schliemann w pogoni za złotem odkrył
ruiny Troi i spędził trzy lata wśród wykopalisk. Karen zamierzała zakończyć poszukiwania w
ciągu trzech dni.
Symulacja komputerowa zakładała, że pierwszy etap działań powinien polegać na
stworzeniu dokładnego planu miasta. Analiza wyglądu zabudowań pozwalała zlokalizować
położenie kopalni.
W myśl tych samych przewidywań, czas potrzebny na sporządzenie mapy nie przekraczał
sześciu godzin. Wystarczyło stanąć w każdym z czterech rogów budynku i włączyć przenośny
nadajnik. Dwie anteny zainstalowane w obozie przekazywały sygnał do pamięci komputera,
gdzie powstawał dwuwymiarowy obraz odzwierciedlający położenie obiektu. Niestety, okazało
się, że ruiny zajmują gęsto zalesiony obszar o powierzchni trzech kilometrów kwadratowych.
Pomiary powodowałyby konieczność rozbicia ekspedycji na mniejsze grupy, co w obliczu
potencjalnego niebezpieczeństwa wydawało się niezbyt właściwym rozwiązaniem.
Jedyną możliwością był wyrywkowy przegląd terenu, czyli  poszukiwanie tygrysiego
ogona" (wśród pracowników ERTS-u krążyło powiedzenie, że tygrysa ukrytego w zaroślach
można odnalezć jedynie wówczas, gdy ktoś przypadkowo nadepnie mu na ogon).
Przez kilka godzin krążyli wśród kamiennych budowli, omijając węże i olbrzymie pająki.
Te ostatnie osiągały wielkość dłoni dorosłego mężczyzny i ku zdziwieniu K aren wydawały
głośne klekoczące odgłosy.
Kamienne ściany zostały obrobione z dużą precyzją, choć w niektórych miejscach na
wapieniu widniały głębokie rysy. Wszędzie powtarzał się motyw łuku wieńczącego otwory
drzwi i okien, lecz poza tym, żadne z pomieszczeń nie wyróżniało się niczym szczególnym. Na
murach nie widniał nawet najmniejszy ślad dekoracji. Wiek zatarł także ostatnie dowody
ludzkiej działalności; jedynie Elliot odnalazł dwa kamienne szpadle o półkolistych
zakończeniach, służące prawdopodobnie do wykopywania bulw lub kłączy.
Anonimowość kamiennych budowli stawała się coraz bardziej nużąca, zwłaszcza że nikt
nie potrafił ustalić ich prawdziwego przeznaczenia. Nazwy zaczęły powstawać pod wpływem
skojarzeń. W jednej z przestronnych izb Karen odkryła ścianę z kilkoma owalnymi dziurami.
Zakpiła, że tu musiała znajdować się poczta i od tej pory budynek zyskał nowe określenie.
W innym miejscu natrafili na długi szereg wnęk przypominających cele. Liczne otwory w
podłodze i suficie wskazywały, że istotnie każde z pomieszczeń było niegdyś zagrodzone
drewnianymi prętami. Munro uznał dom za więzienie, lecz  cele" były zbyt małe dla
normalnego człowieka. Zdaniem Karen mieszkańcy Zinj przypominali posturą Pigmejów lub
uważali ciasnotę za dodatkowy element kary. Peter był przekonany, że ciąg klatek stanowił
swoisty ogród zoologiczny. Lecz dlaczego wszystkie pomieszczenia miały,tę samą wielkość?
Munro zwrócił uwagę, że nie istniał żaden podest lub ścieżka dla zwiedzających. Upierał się
przy nazwie  więzienie" i w końcu postawił na swoim.
Obok znajdował się przestronny dziedziniec, który przezwano  stadionem". Stały tam
cztery kamienne słupy zakończone obręczami oraz konstrukcja przypominająca drążek
gimnastyczny. Elliot zwrócił uwagę na stosunkowo małe rozmiary przyrządów: górna krawędz
 drążka" znajdowała się na wysokości półtora metra. Może dziedziniec pełnił funkcję placu [ Pobierz całość w formacie PDF ]