[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wpływem impulsu dziewczyna pocałowała go w policzek.
- Zaczynam zmieniać o tobie zdanie. Robisz się coraz milszy.
- Cieszę się, że takie są twoje odczucia. Zlub jest wciąż
wyznaczony na wtorek.
- Cóż, nie jestem pewna, czy jesteś aż tak miły - zripostowała
i odwróciwszy się, pobiegła do oceanu.
Proctorowie zjedli lunch z Lucy i Angie. Weszło to w
zwyczaj, który sprawiał przyjemność obu paniom. Około
trzeciej, kiedy Maude potrzebowała zapałek, żeby nie zamykać
RS
101
oczu, Jim przeprosił panie i zabrał ją do domu. Angie i Lucy
obserwowały, jak kroczy wzdłuż plaży, niosąc na ramionach
córeczkę.
- Lubisz go, prawda? - spytała Lucy.
- Tak. Wspaniały, młody mężczyzna. - Cień bólu pojawił się
na twarzy starej kobiety i w tej samej chwili zniknął. - Jak sobie
może przypominasz, znałam jego rodzinę. Wydawała
wspaniałych mężczyzn i jeszcze wspanialsze kobiety.
Dostrzegłszy zmianę wyrazu twarzy starszej pani, Lucy
podeszła do wózka i pogłaskała cienkie, siwe włosy rozwiane na
wietrze.
- Nie czujesz się najlepiej, prawda?
- Och, nic mi nie jest.
- Nie mów tak. Może jestem młoda i głupia, ale nie ślepa.
Mnie możesz się zwierzyć.
Stara ręka uniosła się i spoczęła na dłoni Lucy. Jej skóra jest
przezroczysta jak pergamin. Więdnie na moich oczach, a ja tego
nie zauważyłam! - wyrzucała sobie Lucy. Ogarnęło ją poczucie
winy.
- Ludzie nie żyją wiecznie - powiedziała Angie. - Nie mogę
się doczekać wtorku.
- Wtorku? Dlaczego wtorku?
- Ponieważ słucham i obserwuję, kochanie, i wiem, że
poślubisz go we wtorek.
- Boże, czy to jest aż tak widoczne? Nawet on tego nie wie,
chociaż tyle mówi.
- Och, wyjdziesz za niego, na pewno. Będziesz żyła długo i
szczęśliwie. Czy nie tak się mówi? I wiesz co? We wtorek
skończę dziewięćdziesiąt trzy lata.
- We wtorek? Dziewięćdziesiąt trzy lata? Ojej!
- %7łyję po to, by zobaczyć ten dzień, Lucy. Tak bardzo chcę go
zobaczyć, zanim...
- Hej, dosyć tych smętnych historii! Nic nie wiedziałam o
twoich urodzinach. Chyba zorganizujemy jakieś przyjęcie?
RS
102
- Tak. - Drżący głos załamał się. - Zaraz po ślubie. Czyż nie
byłoby miło?
- Nawet bardzo. Jesteś zmęczona?
- Tak, to dziwne. Prawie osiemdziesiąt pięć lat temu
zrezygnowałam z popołudniowych drzemek, a teraz z chęcią
przespałabym się. - Pogłaskała rękę Lucy. - Dobra z ciebie
dziewczyna. Przemiła istota. Mam nadzieję, że on na ciebie
zasługuje.
- I nawzajem. Chodz, schowamy się przed tym wiatrem.
- Nie mów tak. Nigdy nie chciałabym być odcięta od wiatru i
morza. Kiedy umrę...
- Boże, nie rozmawiajmy o tym. Nikt nie umrze. Mamy przed
sobą całe lata.
- Wszyscy umierają. Zmierć jest tak samo częścią życia jak...
Boże drogi, dziewczyno. Nie płacz nade mną!
- Nie płaczę. - Lucy zdołała stłumić łzy.
- Och, kiedy już odejdę, chciałabym zostawić ci wszystko. -
Lucy uniosła dłoń w geście protestu.
- Nie, nie sprzeciwiaj mi się. Nie mam nikogo innego.
Powiedziałam to w zeszłym tygodniu moje- mu prawnikowi.
Testament jest w kasetce, w mojej szafie. Wszyscy moi krewni
poodchodzili. Przeżyłam swoje pokolenie. Jest jeszcze coś, o co
chcę cię prosić. Chciałabym, żeby moje ciało zostało poddane
kremacji, a popioły rozrzucone nad zatoką.
- Dosyć już tej rozmowy.
Lucy zdołała się opanować. Po chwili starsza pani znalazła się
w łóżku, a w dziesięć minut pózniej spała.
Jaka ona blada, pomyślała dziewczyna, siedząc w fotelu przy
łóżku Angie. Dotrzymywała nam kroku przez ostatnie dni, ale
zupełnie ją to wyczerpało. Może powinnam wezwać lekarza?
Był jasny, słoneczny poniedziałek. Angie wciąż spała, kiedy
Lucy przeciągnęła się i na palcach weszła na górę, żeby wziąć
prysznic. Przez całą noc czuwała przy łóżku Angie. Starsza pani
wierciła się i kręciła, mamrocząc coś przez sen. Uśmiechała się i
RS
103
łkała na przemian, przeżywając na nowo swoje życie. Przez cały
czas trzymała Lucy za rękę i protestowała, kiedy dziewczyna
próbowała ją cofnąć. Z nadejściem świtu Angie uspokoiła się i
leżąc płasko na plecach ciężko oddychała.
Gorąca woda podziałała na Lucy odświeżająco. Uśmiechając [ Pobierz całość w formacie PDF ]