[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ofuknęła Billy ego.
 Marycha, co ty robisz?  zapytał Erni zza koła.
 Wyprawkę dla dziecka.
 Dla jakiego dziecka?!  zdziwiliśmy się wszyscy.
 No, nie wiecie? Miss Blood i ładna pan  wybuchnęła śmiechem.
 Kto to jest  ładna pan ?  zapytał Erni.
 Krwawy Roger, nie wiedziałeś?  zdziwiłam się.
 Aaaa!  Erni wypuścił koło z ręki.
 Coś ty, głupi?! Przecież ona robi z ciebie pirata nabitego w butelkę!  John tubalnie
wyśmiał Erniego, który szybko wracał na kurs.
 Ja i tak was wyswatać  twardo powiedziała Maria.
 Ale dlaczego akurat z Krwawym Rogerem?  zdziwił się Billy.
 Bo on ładna, dzielna i lubić nasza kapitan.
 Potwornie lubić  zaczęliśmy się śmiać.  Tak nas lubić, że najchętniej powybijałby nas
do nogi.
 Ja i tak wiedzieć swoje  Maria wydęła swoje wąskie usteczka.
 A poważnie, Marycha, co będziesz robić z tego cienkiego sznurka?  ciekawił się Erni.
 Skarpety dla ciebie, żeby ci ciepło było na nocna stania przy koła.
 O, słuszna decyzja  pokiwaliśmy głowami.  Pirat w wełniaczkach, piękna sprawa.
 Może dorobisz mu jeszcze szal i berecik  zaproponował Billy.
 Hiszpańce nie będą w stanie się bronić, tak rozbroisz ich swoim wyglądem 
powiedziałam.
Erni cały się nastroszył.
 A tylko które będzie chciało mnie w to ubrać, to pogryzę!  warknął.
*
2 pazdziernika roku Pańskiego 1586
Jesteśmy w drodze 14. dzień. Niebawem dopłyniemy do wyspy, na której ma nastąpić
wymiana. Miejmy nadzieję, że w końcu nam się poszczęści&
 Kapitanie, proszę na pokład  Zmierdzący Johnny wetknął głowę do kabiny.
 Co się stało?  przerwałam pisanie w dzienniku.
 Coś bardzo niepokojącego!
Wybiegłam na pokład, gdzie wachtę miał pierwszy oficer.
 Spójrz, kapitanie  John wskazał na niebo na wschodzie.
 Zdechła makrelko!  niebo było granatowoszare.  Sztorm jak diabli. Idzie w naszym
kierunku.
 Jest możliwość, że przejdzie bokiem. Na wszelki wypadek można zboczyć trochę
z kursu i próbować go ominąć  zaproponował trzezwo Erni.
 To jest myśl  podłapał John.  Ale zboczenie z kursu opózni nasze przybycie do celu.
 Hiszpan też będzie miał podobny problem  stwierdziłam.
Na pokład wyszedł Jos, przeciągając się po odespaniu nocnej wachty.
 Sztorm idzie prawdopodobnym kursem Hiszpana  rzucił Zmierdzący Johnny.
 Te, główny gniazdowy, dlaczego nie jesteś na swoim stanowisku?  zainteresował się
Jos.
 Melduję, drugi oficerze, że jest tam teraz Billy. Tak bardzo chciał tam posiedzieć, że
odstąpiłem mu tę przyjemność. Tam na górze okropnie człowieka przewiewa. Muszę dbać
o siebie.
 To idz i się wykąp  obok nas pojawił się Tommy.
 Idę, bo tu mnie nie lubią  obraził się Zmierdzący Johnny.
 Może by tak ten jego smród wykorzystać przeciwko wrogowi  snuł rozważania
Tommy.  Wiecie, jak to zwierzątko, które widzieliśmy w Nowym Zwiecie& Skunks czy jak mu
tam. Wiecie, wystrzelilibyśmy takiego Johnny ego na pokład przeciwnika&
 Refować żagle!  rzuciłam komendę, bo właśnie zerwał się silny wiatr. John donośnie
powtórzył moje słowa dalej.
 Może uda się ominąć ten sztorm  krzyknął zza koła sterowego Erni.
Szybko zaczęło się ściemniać. Od wschodu dał się słyszeć pierwszy pomruk grzmotu.
 Pranie!  Maria wybiegła na pokład.  Czemu żaden z was, patałachy, mi nie
przypomnieć! Nie dosyć, że za was prać, to jeszcze pamiętać musieć!
 Mocować wszystko na pokładzie!  krzyknęłam do Benny ego, gdy obok przetoczyła
się beczka.
O deski zadudniły pierwsze krople deszczu. Jedna fala wybiła nas do góry. Gdy
opadaliśmy, kolejna przykryła nas niczym płaszczem. Załoga uwijała się, redukując ożaglowanie.
Maria zwijała pranie. Erni wyciskał z koła sterowego ostatnie poty, starając się ustawić dziobem
do wiatru.
 Kapitanie, sztorm chyba tylko się o nas otrze!  krzyczał Johnny, przekrzykując huk
wody i wiatru.
 Jeżeli Hiszpan jest tam gdzieś w środku, to ja mu serdecznie współczuję 
odkrzyknęłam.
Zahuśtało okrętem. Kolejna fala przetoczyła się przez pokład. Chłopcy zaczęli się uwijać,
zabezpieczając działa i mocując ładunki.
 Carramba!!!  nagle wrzasnął Jos.  Kapitanie, tam! Tam!  machał ręką w kierunku
zachodu.  Tam był galeon! Mogę przysiąc! Przez chwilę widziałem okręt!
Zrobiło się prawie ciemno. Niebo raz po raz przeszywały błyskawice.
 To mi się nie podoba  zaniepokoiłam się.  Zapytajcie Billy ego, czy nie wypatrzył
czegoś z góry! I niech złazi na dół, zanim wywieje go z bocianiego gniazda.
Na gromkie zapytania o niezidentyfikowaną jednostkę pływającą Pijawka odpowiadał
przecząco.
 Może ci się wydawało?  zapytałam Jos.
 Nic mi się nie przywidziało!&  krzyknął i rzucił się na Billy ego, który właśnie
zjechał w dół po maszcie.  Naprawdę go nie widziałeś?!
 Jak złoto kocham! Nic nie było. Przecież patrzyłem! Przywidziało ci się, Jos.
 Co wy mi tu wmawiacie?! Na własne oczy widziałem i mogę jeszcze dodać, że to nie
był Hiszpan!  gorączkował się drugi oficer.
 Wszystko zabezpieczone kapitanie!  zameldował Benny, wrzeszcząc, aby
przekrzyczeć wiatr i drugiego oficera.
 Może to statek widmo?  posępnie stwierdził John.
 Widmo?  wystraszył się Jos.
 Wśród żeglarzy od dawien dawna krąży wieść  John zaczął grobowym głosem  że
podczas dużego sztormu na otwartym morzu pojawia się statek. Pojawia się znienacka i nie ma
żadnej załogi. Jest ponury i straszny&
 Przestań. Ja to widziałem!  Jos wystraszył się jeszcze bardziej.
 Widocznie jesteś wybrany  Billy klepnął go po ramieniu.
 Idzcie do messy!  rozkazałam.  John, idziemy pomóc Erniemu.
Zaczęliśmy się przedzierać w kierunku koła sterowego, zataczając na rozhuśtanym
pokładzie.
 Przywiąż go i pomóż utrzymać koło!  krzyczałam do Johna przez strugi deszczu, sama
szybko przewiązując się liną.
*
3 pazdziernika roku Pańskiego 1586
Udało nam się ominąć wielki sztorm bokiem. Nie wyrządził nam dużych szkód. Wracamy
na poprzedni kurs. Jeżeli Hiszpan był w rejonie sztormu, zyskaliśmy trochę czasu.
 Mówię ci, że nie jestem szurnięty! Naprawdę widziałem galeon!  zza drzwi słychać
było kłótliwy głos Jos.
 Jeżeli to był statek widmo, to przypłynie do nas pewnej czarnej nocy i cię porwie! 
straszył go Benny.
 Przestań mnie straszyć! Czy mogę dzisiaj z tobą spać? Nie boję się, ale&
 Przesunąć się, chłopy, ziółek dla jefe  usłyszałam głos Marii.
Po chwili weszła do mojej kabiny. Kichnęłam tak gromko, aż się wzdrygnęła.
*
 Ląd na horyzoncie!  obwieścił Billy z bocianiego gniazda.
Spojrzałam przez lunetę.
 Jeszcze bardzo daleko. Zdążymy spokojnie zjeść obiad.
Udaliśmy się do messy. Rick właśnie ustawiał dymiące naczynia.
 Co tak ładnie pachnie?  Tommy zatarł ręce.
 Jeszcze jedna z tych moich potraw, która  śmierdzi gorzej niż Zmierdzący Johnny
i której  nawet zdechły rekin do gęby nie wezmie  odgryzł się kucharz.
 No, nie obrażaj się tak zaraz  Tommy chciał zajrzeć pod pokrywkę wielkiej wazy.
 Nie ruszać!  kucharz uderzył go po rękach.  Pierwszy kosztuje zawsze kapitan! Ty
jesteś kapitanem?!
 Nie, ale bardzo chciałbym być.
 To co, zamieniamy się?  weszłam do messy, a za mną reszta kadry oficerskiej.
Usiadłam u szczytu stołu. Po mojej prawej ręce siedział John, obok niego Erni, dalej
Maria i Billy. Po lewej miałam Jos, Benny ego i Tommy ego. [ Pobierz całość w formacie PDF ]