[ Pobierz całość w formacie PDF ]

i wspaniale. Nick potrzebował wczoraj bliskości kobiety, fizycznego
spełnienia, może ekstazy?
Taylor czuła się jak pijana.
Jej ta noc przyniosła znacznie więcej niż odprężenie i
przyjemność - przyniosła jej ekstazę. Nigdy dotąd nie zaznała czegoś
podobnego. Nie przypuszczała, że jest zdolna tak się zatracić, czuć aż
taką namiętność. Wydawało się, że Nick zna jej ciało lepiej niż ona
sama. Nie pozwolił, by się kontrolowała, zażądał całkowitej uległości.
To było cudowne, odtąd nie zadowoli jej nic innego, tylko co dalej?
Już Danny Vollmer przyprawiał jej matkę o palpitacje serca,
mimo że nosił jedwabne krawaty, był oficerem policji i miał
magisterium z prawa karnego. Widząc u boku córki Nicka, który ma
na palcach odciski od ciężkiej pracy, Irene dostanie chyba zawału.
Matka zapewne nigdy nie zrozumie, że ten facet w
przyprószonych białym pyłem dżinsach jest prawdziwym
dżentelmenem, któremu mężczyzni w rodzaju Paula Hunta nie
dorastają do pięt.
Na myśl o tym, co sękate palce Nicka potrafiły zrobić z jej
ciałem, Taylor zaczęła się wiercić. Znowu była gotowa do miłości. On
poczuł przez sen, że coś się dzieje, odwrócił się do niej twarzą i
uśmiechnął. Gdy dotknął jej ramienia, zażądała pocałunku.
- Czy jestem przywrócona do pracy? - wyszeptała.
- Jeszcze nie - odpowiedział i położył się na niej.
Rozdział 14
- Gotować nie umiem, ale śniadania robię niezłe - powiedział,
mieszając drewnianą łopatką skwierczące na patelni kawałki bekonu. -
Myślę, że po tej nocy trochę cholesterolu nam nie zaszkodzi.
Taylor objęła go od tyłu i położyła mu głowę na ramieniu, a ręce
zatrzymała na wysokości zamka w jego spodniach.
- Poparzę się, jeżeli nie przestaniesz!
- Jeszcze nie przywróciłeś mnie do pracy. Do tego czasu jesteś
moim zakładnikiem.
Sprawnie przełożył bekon na papierowy ręcznik i odstawił
patelnię na zgaszony palnik.
- No! - powiedział, obracając się do niej twarzą. - Jak widzę,
porywaczka nie żartuje, więc jako zakładnik...
- Rozkosznie jest mieć zakładnika - wyszeptała. Podsunął ręce
pod jej pupę i podniósł trochę do góry. Teraz ich twarze były na jednej
wysokości.
- Myślałam, że chcesz zjeść śniadanie - dodała.
- Wolę ciebie. Smakujesz lepiej od bekonu... Dwadzieścia minut
pózniej leżała na boku, przytulona do pleców Nicka, z ręką przełożoną
przez jego ramię.
- Czy przyjęto mnie z powrotem do pracy, czy jeszcze mam
trochę ponegocjować? - zapytała.
- Oczywiście, że masz negocjować. Tylko nie w tej chwili.
- Nick! - Ugryzła go w ramię.
- Oj! - wrzasnął i odwrócił się do niej twarzą. - No dobrze,
przekonałaś mnie. Angażuję cię. Na dobre i na złe - dodał już bez
uśmiechu.
Taylor uniosła się na łokciu.
- Obiecuję ci, że wyjaśnimy tę sprawę - powiedziała.
- Taylor? Nie chciałem tego. - Pogłaskał ją po włosach.
- Aaa, pięknie ci dziękuję.
- yle się wyraziłem, przepraszam. Chciałem - i chcę - się z tobą
kochać, ale nie chcę zamartwiać się o ciebie.
- Wystarczy, że Mel martwi się za nas oboje. Ty już nie musisz. -
Wstała i zaczęła się ubierać.
- Taylor...
- Nie. Od tej chwili pracuję, a ty jesteś znowu klientem.
- Mam zapomnieć o naszej nocy? Ja tak nie mogę.
- Nie zapominaj, tylko chwilowo o niej nie myśl. Zgoda?
- Ty może potrafisz wszystko poszufladkować i oddzielić miłość
od pracy, ale ja nie.
- Trudno. Dobrze, jeżeli przynajmniej jedno z nas ma taką
zdolność. - Schyliła się, by go pocałować. - Proszę, Nick...
Westchnął i zaczął się ubierać.
Kiedy w końcu usiedli przy grzankach i bekonie, zaczął ostrożnie:
- Wczoraj zapytałaś o mojego dziadka i o to, czego mnie
nauczył... - Kiwnęła głową. - Nadszedł czas, żebym ci o tym
wszystkim powiedział.
- Więc powiedz. Od razu przyznam, że słyszałam nie najlepsze
opinie co do jego uczciwości.
- Niestety, to prawda. Był strasznym hipokrytą. Na pozór
pobożny - brał udział we mszy jako diakon - a w domu... Moją matkę
trzymał krótko, praktycznie nie wypuszczał jej z pokoju. Przy
pierwszej okazji zaszła w ciążę. Dziadek chciał koniecznie się
dowiedzieć, kto jest ojcem, żeby zmusić chłopaka do ślubu, ale ona
się uparła i nie pisnęła ani słowa. Do dzisiaj nie znam prawdy. W
metryce mam tylko jej nazwisko.
- Biedna dziewczyna.
- Dziadek wyrzucił ją z domu z dzieciakiem, czyli ze mną, i
zabronił babci kontaktować się z nami. Wyobrażasz sobie? Matka
była właściwie jeszcze dzieckiem. Wiem o wszystkim od babci.
- Ale powiedziałeś, że to dziadek cię wychowywał. Nick wziął
do ręki drewnianą gruszkę i zaczął ją obracać.
- Tak naprawdę wychowała mnie babcia, ale dopiero po... Jego
głos brzmiał normalnie, ale zdradziły go ręce  ściskał gruszkę tak
mocno, jakby chciał rozetrzeć ją na proch.
- Matka często umawiała się z facetami w parku i razem szliśmy
na karuzelę. Kiedy urosłem na tyle, że mogłem utrzymać się na koniu,
dawali mi bilety i zostawiali mnie, a sami znikali w krzakach.
Wiedziałem, co robią, ale mało mnie to obchodziło. Na karuzeli było
ładnie, kolorowo, nie tak jak w tej nędznej norze, w której
mieszkaliśmy. Siadałem na drewnianego konia i czułem się jak
niezwyciężony rycerz. Nikt nie mógł mnie zranić, ba, nikt nie mógł
mnie doścignąć. - Spojrzał wreszcie na swoje ręce, zdał sobie sprawę
z tego, co robi, i odłożył gruszkę z powrotem do miski. - Pewnego
dnia matka włożyła mi do kieszeni kopertę, wcisnęła całą garść
biletów, co jej się dotąd nie zdarzyło, pocałowała i wsadziła na konia.
Taylor poczuła, że cierpnie jej skóra.
- W końcu bilety się skończyły, a matki nie było. Zniknęła. -
Otworzył dłoń jak magik, który pokazuje publiczności, że gołąbek się
ulotnił.
- I co zrobiłeś? - wyszeptała.
- W kopercie był list do moich dziadków. Matka pisała, że nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]