[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zastanawiać, co mogło być gorszego niż to, o czym do tej pory usłyszała.
- Masz wiele do wyjaśnienia - szepnął sir Chase.
- Ty też. Wiesz, że ojciec złamał prawo. Ma poważne kłopoty - odparła również
szeptem.
- Wiem.
- Wiesz? - Z początku była zdumiona, ale potem wydało się jej oczywiste, że
musiał wiedzieć.
- Porozmawiamy o tym pózniej, dobrze? W tej chwili musimy się dowiedzieć,
co jeszcze gnębi twojego ojca i jak zamierza z tego wybrnąć.
Tak jak podejrzewała, sir Chase wiedział o brudnych interesach jej ojca, ale nie
zamierzał tego wykorzystać przeciwko niemu. W przeciwnym razie informacje
uzyskane od pana Tolby'ego musiałyby go zaniepokoić. Teraz zaś dowiedział się, że
- 165 -
S
R
ona też poznała wstydliwą tajemnicę i że z listu Harry'ego dowiedziała się o fortunie,
którą jej ojciec tak starannie ukrywał przed rodziną.
- Ja go zapytam, dobrze? - szepnęła.
- Dobrze. Myślę też, że nie należy przed nim ukrywać wiadomości o
wydarzeniach w kopalni.
- Zamiast do Liverpoolu powinien pojechać na miejsce wypadku.
Podeszła do ojca i usiadła obok niego.
- Miałeś wiadomości od Harry'ego? - zapytała.
Ojciec kiwnął głową i próbował wyciągnąć butelkę z kieszeni przemoczonego
płaszcza.
- Poczta z Liverpoolu idzie jeden dzień. Rano dostałem raport. Muszę tam
jechać. Niech to wszyscy diabli...
- Nie pij więcej. Musisz trzezwo myśleć. - Położyła dłoń na ręce ojca.
Chester westchnął i z niechęcią spojrzał na zięcia.
- Masz rację, ale czy zdołasz go przekonać, żeby mi oddał moje dokumenty?
Do czego mu one potrzebne? Zamierza mnie szantażować?
Zauważyła, że sir Chase uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Chciała być twarda
i chciała się zemścić. Chciała, by ojciec cierpiał, ale tak długo darzyła go szacunkiem,
że trudno było jej to tak nagle przekreślić.
- Sam musisz go o to poprosić. Jesteś o wiele bogatszy, niż ktokolwiek z nas
mógł przypuszczać. Czy stało się coś, co wszystko zmienia?
- Tak, ale ty tego nie zrozumiesz. Nie zrozumiesz, dlaczego chciałem być
bogaty - szepnął zawstydzony.
- Może zrozumiem, ale musisz dać mi szansę - odparła cierpko.
- Długo mi się udawało, ale w końcu i na mnie przyszła kolej. To koniec.
Straciłem trzy statki. Wszystkie trzy!!! Dobrze mi tak!
- Przecież Harry napisał, że  Caterina" wróciła z pełnym ładunkiem. Sam ją
podobno widział w porcie.
- Owszem, ale zanim skończyli rozładunek, jakiś wariat wszystko podpalił. Ze
statku nic nie zostało, za to czeka na mnie tłum wściekłych ludzi, których statki
- 166 -
S
R
ucierpiały od iskier. Wszyscy domagają się rekompensaty poniesionych szkód, które
idą w tysiące funtów. Harry uważa, że to był sabotaż.
- Zakładam, że był pan ubezpieczony? - zapytał sir Chase, przerywając okropną
ciszę. - W takim razie agent oszacuje straty i przynajmniej część pan odzys...
- Nie byłem.
- Co takiego?
- Nie byłem ubezpieczony - przyznał niemal z płaczem. - Nikt nie chciał mnie
ubezpieczyć. Pewnie podejrzewali, czym się zajmuję, ale zawsze byłem ostrożny i nie
dałem się złapać, a bez dowodów nie mogli mnie oskarżyć. Musiałem ryzykować.
- A pozostałe statki?
- Tak samo.
- Co się z nim stało?
- Była burza na Karaibach. Tam to chyba nazywają tajfun.  Hannah" musiała
zatonąć, bo od sześciu miesięcy nikt jej nie widział.
- Z niewolnikami na pokładzie?
- Nie wiem. Nie wiem...
- A ten drugi?
-  Welldone" stoi w stoczni w Kingston bez załogi i kapitana. Od zachodnich
wybrzeży Afryki do St Kitts płynął sześć miesięcy. Na pokładzie miał stu
sześćdziesięciu ośmiu ludzi, ale zapasy wody i żywności nie wystarczyły na taką długą
podróż.
- Chcesz powiedzieć, że poumierali z głodu?
- Tych, co umarli, wyrzucano do morza. Kapitan chciał dopłynąć do Jamajki.
Pusty, zainfekowany i zniszczony statek zostawił w Kingston. Załoga zbuntowała się i
uciekła, więc i on uciekł, przy okazji kradnąc wszystko, co się dało.
Caterina próbowała otrząsnąć się ze strasznych wizji, które wyobraznia
malowała przed jej oczami. Podeszła do okna i patrzyła, jak deszcz smaga drzewa.
- To, co zrobiłeś, jest odrażające. Jak mogłeś tak okropnie traktować innych
ludzi? To przecież żywe istoty, takie jak ty i ja! Wiedziałeś, jaka za to grozi kara, a
mimo to narażałeś całą rodzinę. Pomyślałeś o swojej żonie? Nad czym teraz płaczesz?
Nad pieniędzmi, które straciłeś? Uroniłeś choćby jedną łzę nad nieszczęśnikami,
- 167 -
S
R
których traktowałeś jak walutę? A twoje plantacje cukru w St Kitts? Też przestały
przynosić zyski?
- Praca na plantacjach jest ciężka, brakuje rąk do pracy. Poza tym znacznie
spadło zapotrzebowanie na melasę.
- Dlaczego?
- Ktoś wynalazł inny sposób pozyskiwania cukru. Słyszałaś o burakach
cukrowych? Można je uprawiać w naszym klimacie. Dlatego zastanawiam się, czy nie
sprzedać swoich udziałów w plantacjach.
- Nie grozi ci widmo głodu. Co za ulga.
- Martwię się o Harry'ego.
- O Harry'ego! Oczywiście - odparła ze złością. - Mądry Harry, mój genialny
braciszek, który wszystko napisał w liście i wysłał go zwykłą pocztą, którą każdy
może ukraść i przeczytać. Tak jak ja... czyż nie?
- Chcę dostać swój list - zażądał Chester, wstając z krzesła. - Zdajesz sobie
sprawę, że przez niego mogę mieć poważne kłopoty. [ Pobierz całość w formacie PDF ]