[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sądziłam, że może mnie tak bardzo... - zająknęła się - pociągać
fizycznie. - Zaczerwieniona zajęła się porządkowaniem
przedmiotów porozkładanych przez klientów.
- Nigdy? - Kate miała zdumioną minę. - Chyba żartujesz?
Molly roześmiała się z przekąsem.
- Wiem, że tobie się podobał, gdy byłyśmy nastolatkami,
ale ja nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób. Po prostu
był. A poza tym spotykałam się z Kieranem.
- Hm... - Kate pokręciła głową. - Nigdy nie potrafiłam
zrozumieć, czemu Kieran podobał ci się bardziej. Zresztą
wtedy żadne z was - ani Ryan, ani ty - nie było gotowe na
poważny związek. Ty mu się po prostu nie przyglądałaś, bo
ciągle był obok. Nie trzeba się było za nim uganiać, nie było
w nim nic tajemniczego, nie stanowił wyzwania. Jednak
pomyśl... Jeśli chodzi o Ryana, nigdy nie wątpiłaś, że go
kochasz. Co do Kierana... Sama wiesz, jak było. Przemyśl to
sobie.
Molly wpatrywała się w Kate w osłupieniu. Jej umysł
pracował intensywnie. Czyżby Kate miała rację? Nie, to
przecież niemożliwe! Ryan był w jej życiu niemal od zawsze.
Pełnił w nim rolę jej obrońcy, doradcy, często nawet głosu
sumienia. Potrzebowała go. Nigdy temu nie przeczyła. A teraz
miała analizować te uczucia? Miała przypisywać im inne
znaczenie, spoglądać na nie pod innym kątem?
- Dobrze się czujesz? - zaniepokoiła się Kate.
- Oczywiście. - Poklepała przyjaciółkę po ręce. - Chodzi o
to, że nasza przyjazń stała na solidnych podstawach.
I nagle znalezliśmy się na grząskim gruncie. Nic nie
wydaje się takie samo.
- Pewno cię to przeraża.
- Właśnie. Jednak nie potrafię już tego zatrzymać. Muszę
czekać, co z tego wyniknie.
- Dlatego nie chcesz utrudniać sobie życia, włączając w to
wszystko Kierana?
- Próbowałby wyrażać swoje wątpliwości, wskazywać
słabe punkty. Nie czuję się na siłach, by tego słuchać. Z
drugiej strony mógłby czuć się zraniony, widząc nas razem. -
Spuściła wzrok. - A Ryan natychmiast uznałby, że to jego
wina.
- Rozumiem - powiedziała Kate. Za oknem wystawowym
dostrzegła Ryana prowadzącego grupkę turystów. Widziała,
jak wskazuje im drogę do parku. Na jego twarzy gościł szeroki
uśmiech i nawet z daleka widać było, jak radośnie błyszczą
mu oczy. - Bez względu na to, co się między wami dzieje, z
pewnością oboje staliście się znacznie weselsi.
Molly wyjrzała przez okno.
- To prawda - przytaknęła z uśmiechem.
- O rety, chyba naprawdę cię wzięło - roześmiała się Kate.
- Postawiłabym wszystko, że się wam uda.
- Nigdy się o nic nie zakładaj, Kate, a już szczególnie o
miłość. Zaufaj mi.
- Cyniczka.
- Realistka.
- Na jedno wychodzi.
- Czy ktoś ci już mówił, że jesteś cyniczna? Molly
przekręciła głowę.
- Jestem realistką.
- Czyżby? - zaśmiał się Ryan.
- Wszystko ostrożnie rozważam, szacuję koszty i
podchodzę do sprawy racjonalnie.
Roześmiał się głośniej. Czuła pod ręką, jak drży jego
pierś.
Pod nieobecność Kierana i Neave starali się wykorzystać
chwile swobody. Wspólne oglądanie filmów na wideo nie
było niczym nowym. Jednak śledzenie filmu z kanapy, na
której Molly leżała z głową na piersi Ryana, wtulona w jego
ciało, było czymś zupełnie niezwykłym.
Próbując nie zwracać uwagi na jego palce wędrujące po jej
ciele, usiłowała skupić się na wyjaśnieniu, czemu jej zdaniem
dwoje bohaterów filmu katastroficznego nie ma najlepszych
widoków na przyszłość. I tak zaczęła się ta nieszczęsna
dyskusja...
- Czemu uważasz, że nie mogą potem żyć długo i
szczęśliwie? Bo co?
Molly uniosła głowę.
- Wszystko sprzysięgło się przeciwko nim. Już
scenarzyści o to zadbają.
- Mówiłem, że jesteś cyniczna.
- Ja wolę nazywać to realizmem. - Opuściła głowę,
przytuliła się mocniej, układając nogę na jego nogach. - Na
tobie jest wygodniej niż na tej starej kanapie.
- No widzisz. - Jego ręka wędrowała po jej plecach. - To
już kolejna rzecz, jakiej o mnie nie wiedziałaś.
- A więc twierdzisz, że cię nie znam.
Przytaknął, wsuwając rękę pod jej bluzeczkę. Musiał
dotknąć ciała Molly, po prostu musiał.
- Jest wiele rzeczy, których o mnie nie wiesz. Tak jak i ja
o tobie. Jestem szczęśliwy, że pozostało mi tak wiele do
odkrycia.
Jej puls przyspieszył, gdy poczuła palce Ryana na swojej
skórze. Niewiele czasu potrzebowała, żeby przyzwyczaić się
do dreszczu wywoływanego jego dotykiem. Wiedziała, dokąd
to prowadzi i marzyła, żeby stało się to jak najprędzej.
- O czym myślisz? Oczy Ryana pociemniały.
- Przyjaciela zna się inaczej niż kochanka, nie sądzisz?
- Jasne. - Jej głos stał się niższy. - To duża różnica.
- Na przykład nigdy nie wiedziałem, że masz taką
jedwabistą skórę - uśmiechnął się. - Albo że twoje włosy tak
pięknie pachną.
- Opłacało się wydać majątek na szampon. - Pocałowała
go.
- I że tak dobrze smakujesz. - Przekręcił się, tak że [ Pobierz całość w formacie PDF ]