[ Pobierz całość w formacie PDF ]

która mnie wychowywała, niczego, co by wskazywało, że mogła być
zdolna do takiego czynu.
- Też bym nie uwierzył, gdyby zjawiła się u mnie para
nieznajomych ludzi i opowiedziała taką historię - zgodził się Ethan. -
Pomyślałbym, że w jakimś celu chcą mnie oszukać. Zażądałbym
dowodu. Szczerze mówiąc, dopiero teraz zaczynam wierzyć, że może
pan być Kyle'em. Zanim posuniemy się dalej, powiemy o tym
komukolwiek, powinniśmy chyba zdobyć taki dowód.
-Ma pan na myśli badanie DNA - domyślił się Mark.
- Oddam krew - Ethan skinął głową - czy wymaz z ust,
cokolwiek będzie trzeba.
- Ja też - oświadczył Mark.
205
RS
Aislinn wyczuła nutę rezygnacji w jego głosie, jakby przewidział
wynik badania.
- Wciąż jednak nie mogę pojąć, jak to było z tym rysunkiem. -
Ethan zmarszczył czoło - Mówił pan, że sam nadał ten list.
- Tak. Jestem internistą ze specjalizacją w gerontologii -
wyjaśnił Mark. - Dom opieki, w którym pracuję, zamieszkują zamożni
pensjonariusze, oczekujący regularnej, indywidualnej opieki, na którą
mogą sobie pozwolić. Byłem tam dobrze wynagradzany, co pomogło
mi spłacić kredyt zaciągnięty na studia, ale za parę tygodni odchodzę.
Będę miał praktykę w przychodni lekarzy rodzinnych.
Mark opowiedział im o intrygującej pacjentce, kobiecie, której
nikt nigdy nie odwiedzał i której przeszłość nie była znana
personelowi, ale która miała dość pieniędzy, żeby zapewnić sobie
anonimowość.
- Ona... ma dar przepowiadania tego, co się stanie. Nie wiem, jak
to się dzieje, ale powiedziała mi coś, o czym nie mogła w żaden
sposób wiedzieć. Starałem się o tym nie myśleć, lecz mnie na swój
sposób fascynowała. W każdym razie kilka dni temu poprosiła, żebym
wysłał ten list. Nie miałem pojęcia, co jest w środku. Był
zaadresowany do kogoś w Arkansas, a moja pacjentka nie chciała
podać adresu nadawcy.
- Jak nazywa się ta kobieta? - spytała Aislinn, wstrzymując
oddech.
Mark zawahał się.
206
RS
- Nie jestem upoważniony do podawania takich informacji -
odrzekł. - Ochrona prywatności pacjentów jest nadrzędną zasadą
naszego ośrodka. Nie mówiąc już o tajemnicy lekarskiej, która mnie
zobowiązuje.
- Zaryzykowałbym twierdzenie, że nietypowe okoliczności
pozwalają w tym wypadku na pewne odstępstwo - zauważył Ethan.
- No dobrze, nazywa się Cassandra Jamison - powiedział Mark
po chwili wahania.
Nic im to nie mówiło, choć intuicja podpowiadała Aislinn, że
powinno.
- Ile lat ma pani Jamison? - spytała. Mark podniósł się z fotela.
- Myślę, że powinniście spytać ją o to sami - zdecydował. -
Zabiorę was do niej i upewnię się, że zechce z wami porozmawiać.
Aislinn zorientowała się, że Mark sam chce zadać pacjentce
kilka pytań. W jego dotychczasowym życiu może nastąpić
diametralny zwrot, więc chce usłyszeć konieczne odpowiedzi.
Aislinn szła za Markiem i Ethanem przez hol w domu opieki.
Zauważyła spojrzenia personelu lekko zdziwionego tą nieprogramową
wizytą. Domyślała się, że Mark Thomas bardzo poważnie traktuje
swoje obowiązki i okazuje pacjentom dużo serca i zrozumienia.
Znowu stwierdziła, że bardzo przypomina z wyglądu Ethana.
Podobny kolor włosów i karnacja. Podobna sylwetka. A nawet sposób
chodzenia. Wykonają test DNA, ale z góry mogła powiedzieć, jaki
będzie wynik.
207
RS
Kiedy zbliżyli się do pokoju tajemniczej Cassandry, serce zabiło
jej mocniej. Coś jej mówiło, że ta kobieta będzie dla niej kimś równie
ważnym jak dla Ethana i Marka. Stali już pod drzwiami pokoju, gdy
podbiegła do nich pielęgniarka.
- Panie doktorze, właśnie miałam do pana dzwonić -powiedziała
zdenerwowana. - Słyszał pan już o pani Jamison?
Mark obrócił się na pięcie, Aislinn i Ethan wymienili przerażone
spojrzenia. Zanim pielęgniarka zdołała cokolwiek wyjaśnić, Aislinn
znała prawdę.
- Zmarła parę godzin temu - poinformowała pielęgniarka. -
Doktor Marvin powiedział, że na serce. Po prostu... zasnęła, siedząc w
fotelu przy oknie.
W tym momencie Aislinn uzmysłowiła sobie, że wie, kim była
kobieta nazywająca siebie Cassandrą.
Musiała chyba jęknąć, bo Ethan objął ją, gdy tymczasem Mark
zadał pielęgniarce jeszcze kilka fachowych pytań. Nie mają już one
żadnego znaczenia, pomyślała Aislinn. Cassandra odeszła.
- Sam nie wiem... nie spodziewałem się tego. - Mark odwrócił
się do nich, wyraznie poruszony. - Odmówiła badań w szpitalu -
tłumaczył się, jakby czuł się winny tej śmierci - a ja nie mogłem jej
zmusić. Jednak powinienem był próbować uzyskać jej zgodę, gdybym
tylko podejrzewał...
- To nie pana wina - powiedziała Aislinn, kładąc mu rękę na
ramieniu. - Nie chciała, żeby pan cokolwiek robił. Czy moglibyśmy
wejść do jej pokoju? - spytała po chwili.
208
RS
- Oczywiście - zgodził się Mark. - Pójdę po klucz. - Za moment
był z powrotem.
Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyli po wejściu do pokoju, była
paczka na komodzie. Owinięta w szary papier, na którym widniały
wypisane dużymi literami dwa słowa. Aislinn serce podeszło do
gardła, gdy ujrzała swoje imię i nazwisko.
Mark wziął paczkę i spojrzał na napis.
- Myślę, że wiem, co to jest - powiedział, podając ją Aislinn. -
Proszę otworzyć - dodał, gdy się zawahała.
Aislinn rozerwała papier. W środku był piękny sweter w kolorze
szmaragdowym, ręcznie robiony z delikatnej nici bawełnianej. Mark
kiwnął głową, jakby na potwierdzenie, że prawidłowo odgadł
zawartość paczki.
Pózniej zapyta go, jak go tego doszedł. Teraz jej uwagę zwróciła
biała koperta dołączona do swetra, podpisana tym samym charakterem
pisma, co ta, w której przesłano portret mężczyzny.
Aislinn opadła na krzesło i wyjęła trzy zapisane kartki. Zaczęła
czytać. Ethan i Mark czekali w milczeniu, aż skończy. Wreszcie
popatrzyła na nich ze łzami w oczach. Ethan podszedł i położył jej
rękę na ramieniu.
- Wszystko w porządku?- spytał. -Tak.
- Czy ona była...?
- Była moją matką.
Teraz to Mark musiał usiąść, czując, jak uginają się pod nim
kolana.
209
RS
- Nic z tego nie rozumiem - mruknął kompletnie
zdezorientowany.
- Też tak się czułem przez ostatni miesiąc - powiedział Ethan.
Aislinn odetchnęła głęboko i utkwiła wzrok w Marku. Bała się,
że patrząc na Ethana, może stracić nad sobą panowanie. Zaczęła
mówić.
- Pózniej opowiem wam więcej o mojej matce, powiedzmy na
razie, że była niespokojnym duchem i zmieniała swoją tożsamość tak
często jak niektórzy ludzie samochody. Nie znałam jej. Wychowywał
mnie dziadek i cioteczna babka.
Mark i Ethan skinęli głowami, zachęcając ją do kontynuowania
opowieści.
- Według tego, co pisze, trzydzieści lat temu wyświadczyła
pewnej kobiecie ogromną przysługę. Wkrótce potem zaczęła żałować,
że to zrobiła, ale nie wiedziała, jak naprawić błąd, więc postanowiła o
tym zapomnieć, podobnie jak o paru innych niewłaściwych decyzjach, [ Pobierz całość w formacie PDF ]