[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nikomu innemu z jego współczesnych przypisaćby nie można. Lecz ponad to
wszystko posiadał najdoskonalszą, przytem wrodzoną, a raczej od Boga daną
zaletę: rozum i mądrość. Takie oto ich wszystkich były duszy przymioty.
%7łycia zaś trybu i warunków bardzo wielkie były wśród nich różnice.
Pamfilos pochodził co do ciała z rodu szlachetnego, i w swej ojczyznie
wybitne około spraw publicznych położył zasługi. Seleukos zajmował w
wojsku bardzo zaszczytne stanowisko. Inni natomiast wyszli z średnich i po-
spolitych stosunków; toć grono ich miało również ludzi stanu służebnego.
Należał bowiem do nich sługa domu wielkorządcy, a Porfirios był na pozór
domownikiem Pamfilosa, chociaż w rzeczywistości był jego bratem, a raczej
jak gdyby synem rodzonym, który już zgoła wszystko czynił, by pod każdym
względem naśladować pana swego. Co więcej, gdyby kto powiedział, że w
małych rozmiarach tworzyli doskonały typ ustroju kościelnego, nie mijałby
się z prawdą. Do godności kapłańskiej był wśród nich wyniesiony Pamfilos,
diakonem zaś był Walens, inni mieli stopień lektorów, którzy to według
zwyczaju dla wiernych czytania odbywają. Z pośród innych wyróżnił się
Seleukos, który składał wyznania, zniósł z największem męstwem chłostę,
dawno przed końcem męczeństwa swego, i z bohaterstwem przyjął utratę
swych stopni wojskowych. Wszyscy inni wreszcie, jako katechumeni i wierni,
uzupełniali, jak w małym obrazku, podobieństwo kościoła, liczącego
członków tysiące.
Tak więc widziało się przedziwny wybór tylu i tak wielkich
męczenników, a chociaż liczba ich nie jest znaczna, nie zbywa tam na niczem,
co się wśród ludzkich znajduje społeczeństw. Jak bowiem na lirze rozpięte są
struny liczne i różne, cienkie i grube, niskie, wysokie i średnie, ale wszystkie
dobrane według zasad muzycznych, tak i oni, młodzi razem z starymi,
niewolnicy razem z wolnymi, uczeni i prostaczkowie,
45
ludzie według sądów pospolitych stanu podłego i znakomici, wierni i
katechumeni, diakoni razem z kapłanami, wszyscy jak pod dotknięciem
skończonego artysty muzyka, Jednorodzonego Słowa Bożego, na różne grali
tony, a każdy z nich jawił moc w sobie drzemiącą przez ową na mękach
wytrwałość, każdy tam przed trybunałem dzwięczał owemi wspaniałemi,
pełnemi melodii, harmonii i zgodnego wyznania głosami, które się w jednym i
tym samym łączyły chórze, i wszyscy przez dokonanie swego męczeństwa
najpobożniejszą i najdoskonalszą ku czci Boga wszech rzeczy pieśń
wyśpiewali.
Lecz warto też podziwiać liczbę tych mężów, w której się jawi jakiś
charyzmat proroczy i apostolski. Tak się bowiem złożyło, że ich wszystkich
razem było dwunastu, właśnie tylu, ilu było patrjarchów, proroków i
apostołów, Nie wolno również pominąć, ile każdy z nich w swem bo-
haterstwie męki wycierpiał, owego boków rozdzierania, owego tarcia
szmatami z koziej sierści porozrywanych części ciała, nieubłaganych biczowań,
licznych i coraz to nowych tortur, okropnych i nieznośnych męczarni, jakie kaci
na rozkaz sędziego zadawali ich rękom i nogom, by męczenników gwałtem
przymusić do jakiego czynu zakazanego.
A cóż powiedzieć o niezapomnianych słowach owych boskich mężów, w
których zupełnie nie brali względu na własne cierpienia, ale
rozpromienionym obliczem odpowiadali na pytania sędziego, uśmiechając się
mężnie wśród męczarni i szydząc sobie z całym ducha spokojem z jego
zapytani Bo otóż, gdy pytał, skąd pochodzą, nie powiedzieli mu miasta tutaj
na ziemi leżącego, ale podali mu prawdziwą swą ojczyznę, mówiąc że
pochodzą z Jeruzalem, a mieli na myśli owo miasto boże, do którego zresztą tak
skwapliwie zdążali. I jeszcze więcej w tym samym mówili rodzaju, słowa
niezrozumiałe i niedostępne dla tych, co nie kosztowali rzeczy świętych, a
zupełnie jasne dla nich i dla tych, co się z bożej wywodzą wiary. Dla tej
przede wszystkiem przyczyny sędzia się nie po-
46
siadał z oburzenia i gniewu, i w poczuciu swej bezradności, by im nie
ulec, najrozmaitsze wymyślał na nich sposoby. Urozmaicony był również
śmierci ich rodzaj. Dwóch z nich, którzy byli katechumenami, życie swe
zakończyło przez chrzest ognia. Inny został wydany na mękę, podobną do
Zbawicielowej. Towarzysze Tego, którego Imię dla mnie takie drogie,
różne wzięli zwycięstwa nagrody. Możnaby to opowiedzieć, wspominając o
nich w sposób więcej ogólny. Jeśli się zaś o każdym z nich mówi z
osobna, tedy nie sposób nie uwielbiać chóru ich Przodownika.
Był nim Pamfilos, mąż rzeczywiście miły Bogu, a wszystkich prawdziwy
przyjaciel i ulubieniec, który stwierdził prawdę imienia swego. Był ozdobą
kościoła cezarejskiego, bo jako kapłan chwałą otoczył katedrę kapłańską,
sam zdobił spełnianą tam służbę bożą, i znowu z niej brał również dla siebie
ozdobę. I pod innemi względami mąż to był rzeczywiście boży i bożym
żył natchnieniem, jako że przez całe swe życie wszelką się odznaczał cnotą,
na zawsze się pożegnał z rozkoszą i bogactwa zbytkiem, a cały się [ Pobierz całość w formacie PDF ]